O rosyjskich żołnierzach powracających z wojny z Ukrainą mówi się zazwyczaj w kontekście PTSD czy popełnianych przez nich przestępstw. Ale to tylko jedna strona medalu. Moskwa traktuje weteranów „specoperacji” jako bohaterów. Nadaje im liczne przywileje. Próbuje też na ich bazie wykreować nową elitę kraju. Lojalną wobec Władimira Putina, podzielającą wrogi stosunek do Ukrainy i Zachodu.
Okazją do ugruntowania pozycji weteranów w rosyjskim systemie władzy będą wrześniowe wybory do Dumy Państwowej. Prezydencka partia Jedna Rosja oficjalnie ogłosiła, że z jej list wystartuje 76 uczestników „specjalnej operacji wojskowej”. Nie wszyscy przyszli kandydaci mogą się pochwalić doświadczeniem frontowym. Jak donosi opozycyjny portal rosyjski Agientstwo, spośród 76 planujących karierę polityczną weteranów przynajmniej 26 osób to przedstawiciele władzy. Na front pojechali po to, by awansować. Niemniej przynajmniej część z nich walczy tak jak inni, bez przywilejów. W tym gronie jest siedmiu aktualnych deputowanych do Dumy Państwowej, jeden gubernator obwodu, dwóch regionalnych deputowanych, jeden przewodniczący regionalnego parlamentu, regionalny urzędnik, prorządowy działacz społeczny oraz polityk z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

