Od nieco ponad dwóch tygodni trwa zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. W zbiórkę zaangażowani są m.in. działacze Konfederacji.
Referendum ws. odwołania Miszalskiego. Sukces zbiórki podpisów
Bartosz Bocheńczak, prezes krakowskiego oddziału Nowej Nadziei, pytany przez DoRzeczy.pl ile już podpisów zebrano w Krakowie, odpowiedział, że „w tym momencie mamy zebranych już prawie 50 tys. podpisów”.
– Przypomnę, że żeby mogło dojść do referendum, potrzebne jest prawie 60 tys. podpisów, a do końca zbiórki pozostało jeszcze prawie sześć tygodni. Jeśli więc chodzi o liczbę podpisów to jesteśmy w bardzo zaawansowanym etapie – dodał.
Polityk Konfederacji podkreślił, że jest przekonany, że do referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego na pewno dojdzie.
Jak na referendum reagują mieszkańcy Krakowa?
Dopytywani, czy mieszkańcy Krakowa sami przychodzą składać podpisy, czy trzeba ich raczej do tego zachęcać, Bartosz Bocheńczak powiedział, że nigdy wcześniej, a – jak podkreślił – wiele razy brał udział w zbiórkach podpisów, nie było tak, żeby ludzie sami podchodzili. – Słyszymy często: „chłopaki dajcie kartkę, ja się wam podpiszę”. Nigdy wcześniej nie było takiego zjawiska, co świadczy o tym, że mieszkańcy Krakowa są naprawdę zirytowani na włodarzy. Bunt ludzi przeciwko krakowskim elitom jest żywy – mówił.
Pytany o to, jakie głosy najczęściej słyszy od Krakowian, kiedy przychodzą złożyć podpis, odpowiedział, że mieszkańcy Krakowa „przede wszystkim są wkurzeni na to, w jaki sposób są traktowani zarówno oni, jak i ich znajomi oraz rodzina spod Krakowa”.
– Już za parę lat prawdopodobnie ich samochody również nie będą spełniać norm wjazdu do Krakowa i będą musieli płacić. Widzą to, co się dzieje i w jaki sposób zwężane są krakowskie ulice, ograniczany jest ruch w Krakowie, w jaki sposób walczy się z krakowskimi kierowcami przy jednoczesnym podnoszeniu cen biletów za komunikację miejską. Widać ogromny sprzeciw przeciwko arogancji krakowskich elit – wyjaśnił.
Co robi Miszalski i lokalna PO?
Bartosz Bocheńczak pytany o to, jak na zbiórkę podpisów i widmo referendum reaguje sam Aleksnader Miszalski, czy w jakiś sposób się broni, zwrócił uwagę, że „na razie są nieudolne kroki obronne, bo Miszalski zapowiedział korektę strefy czystego transportu”.
– Z tym, że w Krakowie o żadnej korekcie nie może być mowy. Krakowianie chcą to po prostu w całości wyrzucić do śmietnika. Myślałem, że pan Miszalski dozna pewnej refleksji, widząc skalę sprzeciwu społecznego. Natomiast, jak widać, nie dało mu to wiele do myślenia, bo stwierdził, że drobne zmiany kosmetyczne są w stanie ugasić ten bunt. Nie są. Wyłącznie całkowicie wycofanie się ze strefy czystego transportu w Krakowie mogłoby coś zmienić i wpłynąć na decyzję mieszkańców miasta – mówił.
Prezes krakowskiego oddziału Nowej Nadziei, pytany przez DoRzeczy.pl, czy lokalna PO i koalicjanci jakoś wspierają Aleksandra Miszalskiego, bo na poziomie krajowym zupełnie tego nie widać, żeby na przykład premier Tusk zabrał głos w tej sprawie, przyznał, iż odnosi wrażenie, że chyba nikt już nie chce umierać za Aleksandra Miszalskiego. – Widzą, że jego losy są już przesądzone. Chyba w PO bardziej trwa dyskusja o tym, kto za niego będzie startował na prezydenta Krakowa, niż dyskusja o tym, w jaki sposób go ratować – stwierdził.
Liczne zarzuty wobec prezydenta Krakowa
Inicjatorzy referendum zarzucają Aleksandrowi Miszalskiemu m.in. zadłużenie miasta, kolesiostwo, nieprofesjonalny audyt przeprowadzony w urzędzie po objęciu władzy po Jacku Majchrowskim, niespełnienie wyborczych obietnic, sprawowanie urzędu w sposób niegodny. W tym przypadku chodzi m.in. o taniec na dachu magistratu do piosenki, w której pojawiają się wulgarne słowa.
Aby referendum mogło się odbyć, komitet obywatelski, który złoży w KBW wniosek o referendum, musi zebrać pod tym wnioskiem podpisy minimum 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców. W przypadku Krakowa oznacza to, że pod wnioskiem musi się podpisać 58 355 osób.
Czytaj też:
Miszalski zostanie odwołany? Konfederacja rozważa włączenie się w akcjęCzytaj też:
Kolejna burza wokół Miszalskiego. Chodzi o nagrody w magistracie
