Jak podała Centralna Komisja Wyborcza, dotychczas w przedterminowym głosowaniu w wyborach do Izby Reprezentantów udział wzięło prawie 25 proc. wyborców. Władze tłumaczą, że dzięki przedłużeniu czasu na głosowanie, do urn mogą wybrać sie ci, którzy w dniu głównego głosowanie - w najbliższą niedzielę, nie mieliby takiej możliwości.
Chociaż władze zapewniają, że wybory odbywają sie zgodnie z międzynarodowymi standarami, opozycja i międzynarodowi obserwatorzy obawiaja się, że wynik głosowania został już z góry ustalony, a teraz władze chcą tylko zapewnić wysoką frekwencję. - Łukszenko jest gotowy tworzyć fasadę demokraci, ale nie jest gotowy by zmienić system - komentuje sytuację lider opozycyjnej organizacji "Dla wolności" Ales Logvinets.
Media i opozycja zarzuca władzom zmuszanie części obywateli do głosowania, w tym np. więźniów i osób przetrzymywanych w aresztach, które są do lokali wyborczych dowożone specjalnymi autokarami. "Ponaglani" do oddania głosu mają być lekarze, studenci i pracownicy administracji państwowej. Pojawiły się również informacje o pozostawianiu na noc bez kontroli urn wyborczych co stwarza niebezpieczeństwo sfałszowania wyników.
Chociaż wybory zakończą się dopiero jutro po południu, opozycja już zaplanowała na poniedziałek protesty przeciwko wynikowi głosowania.
W wyborach na 110 miejsc w niższej izbie, kandyduje 488 kandydatów. Obecnie w parlamencie nie ma żadnych działaczy opozycyjnych.
Sam Aleksandr Łukaszenko zapewnił sobie kolejne lata prezydentury w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.
zm/tol.org/seattletimes.com
fot.flickr.com/(CC BY-ND 2.0)/Gary Lerude
