W sondażach wciąż liderują Wołodymyr Zełenski i jego partia Sługa Narodu. Trudno się dziwić. Po pierwsze, wciąż działa efekt flagi. W warunkach wojny Ukraińcy popierają nie tyle (albo nie tylko) konkretnego człowieka, ile instytucję władzy, kto by ją sprawował. Po drugie, w telewizji wciąż króluje wojenna, prorządowa propaganda. Po trzecie, Zełenski dobrze sobie radzi w polityce zagranicznej, grając asertywnie i agresywnie, co Ukraińcom wciąż się podoba. Po czwarte, nie ma z kim przegrać, jeśli chodzi o skorumpowanych urzędników i skompromitowanych polityków. Zagrozić mu mogą tylko i aż wojskowi. Gdyby w obecnej sytuacji odbyły się wybory prezydenckie, do drugiej tury trafiłby z gen. Wałerijem Załużnym i najpewniej by przegrał.
Były głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy nie jest jedynym mundurowym, który po wojnie może namieszać na ukraińskiej scenie politycznej. O głosy skutecznie mogą powalczyć również inni, wciąż czynni dowódcy wojskowi. Z jednej strony rośnie niezadowolenie społeczne z przymusowej mobilizacji. Z drugiej strony niechęć do Terenowych Centrów Rekrutacji (TCK) odbija się bardziej na klasie urzędniczo-politycznej niż na samej armii.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

