Chodzi o dwa projekty nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, rozpatrywane przez sejmową podkomisję nadzwyczajną pod przewodnictwem posła Grzegorza Napieralskiego: projekt Lewicy (druk 2007) oraz Polski 2050 (druk 2010), o których pisaliśmy już na DoRzeczy.pl. Oba dotyczą ograniczenia reklamy alkoholu, jednak ich skutki mogą wykraczać daleko poza przestrzeń mediów i billboardów.
Ogródki gastronomiczne zagrożone
W Polsce działa ponad 100 tysięcy lokali gastronomicznych, z czego dziesiątki tysięcy uruchamiają latem ogródki. Nowe przepisy mogą jednak sparaliżować ich funkcjonowanie i narazić właścicieli na ogromne koszty. Z analizy prawnej kancelarii Rymarz Zdort Maruta wynika, że procedowane w Sejmie zmiany mogą doprowadzić do konieczności demontażu ogródków w obecnym kształcie. Dlaczego? Projekt Polski 2050 zakłada bowiem bardzo szeroką definicję reklamy napojów alkoholowych, obejmującą publiczne eksponowanie znaków towarowych i symboli graficznych z nimi związanych. W praktyce może to oznaczać, że typowe wyposażenie lokali – parasole z logo browaru, kufle, nalewaki czy elementy wystroju – zostanie uznane za niedozwoloną reklamę. Z kolei projekt Lewicy przewiduje wyjątek dla promocji prowadzonej wewnątrz lokali gastronomicznych. Nie obejmuje on jednak przestrzeni zewnętrznej. Oznacza to, że ogródki – jako część przestrzeni publicznej – nie mogłyby korzystać z tego wyłączenia.
Gdyby przepisy weszły w życie w proponowanym kształcie, restaurator, który ustawi przed lokalem parasol z logo producenta piwa, może zostać ukarany grzywną od 10 do nawet 500 tysięcy złotych.Jak podkreśla Sławomir Grzyb, prezes Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej, oznaczałoby to konieczność wymiany ogromnej liczby elementów wyposażenia w całym kraju. Jednocześnie producenci piwa mogliby wycofać się z ich finansowania, przerzucając koszty na właścicieli lokali. Pojawia się też problem środowiskowy związany z utylizacją w pełni sprawnego sprzętu. Ponadto, nieprecyzyjne granice regulacji mogą prowadzić do sporów interpretacyjnych z organami nadzoru, podobnie jak miało to miejsce wcześniej w przypadku ekspozycji alkoholu w witrynach sklepowych.
Co ważne, żaden z projektów nie zawiera szczegółowej oceny skutków regulacji dla sektora HoReCa. Nie oszacowano kosztów dostosowania dla przedsiębiorców, wpływu na zatrudnienie ani nie rozważono mniej restrykcyjnych rozwiązań. "Projektowana regulacja ogranicza wolność działalności gospodarczej. Jej zgodność z Konstytucją wymaga spełnienia zasady proporcjonalności wynikającej z Konstytucji RP. Uzasadnienie projektu nie zawiera jednak analizy przydatności przyjętego rozwiązania, nie rozważa środków alternatywnych, ani nie wyważa korzyści publicznych względem ciężarów nakładanych na adresatów regulacji. Brak ten jest samoistną wadą legislacyjną" – ocenia mec. Tomasz Kaczyński, Partner w kancelarii Rymarz Zdort Maruta.
Samorządowcy biją na alarm
Podczas ostatniego posiedzenia podkomisji pojawili się m.in. samorządowcy, którzy wskazywali na nieoczywiste efekty, która mogą nastąpić, gdyby ustawy weszły w życie. Głos zabrał m.in. Maciej Gramatyka, prezydent miasta Tychy. – Jestem prezydentem miasta, które związane jest z browarem. Od 1629 roku browar nieprzerwanie warzy tu piwo. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa aspekty. Jeden to muzeum browaru. W Tychach działa takie muzeum i sądzę, że w myśl tych uregulowań, będzie problemem promowanie wkładu w historię miasta tego browaru. Pytanie, czy te zapisy uniemożliwią to, że taka placówka będzie działać? Druga kwestia to sponsoring wydarzeń kulturowych, czy sportowych. Część z nich w Tychach jest finansowana przez browar Tyskie. To budowanie wokół sportu, kultury społeczności i mecenatu, który stanowi marka Tyskie. To dwa spostrzeżenia, że dość radykalne przepisy mogą uniemożliwić sprawne funkcjonowanie w tych dwóch obszarach – wskazywał.
Z kolei Jarosław Perzyński, burmistrz Sierpca wskazywał, że w jego mieście browar także jest częścią tradycji. – Już w XIV-XV wieku piwo wysyłało się na dwór książąt mazowieckich. Dane, które mam pokazują, że systematycznie spada sprzedaż piwa. Pomimo tego, że są reklamy, a może właśnie dlatego, bo w reklamach jest zaznaczone, że piwo jest szkodliwe, a dla nieletnich jest zakazane. Nie ma takich informacji w przypadku wina i alkoholi mocnych, bo nie ma reklam. Tam to spożycie jest na stałym poziomie, a w piwie dziwnie spada. Jestem za surowym karaniem osób sprzedających alkohol nieletnim. Uważam jednak, że te propozycje są zbyt radykalne. Społeczeństwa lokalne na tym stracą. Widzimy spadek produkcji piwa, przez co cierpi nasz budżet i nasi mieszkańcy – mówił.
Faktycznie, związkowcy i organizacje branżowe skupione wokół piwowarstwa wskazują, że rynek piwa znajduje się w trendzie spadkowym od 2019 roku. Z przedstawianych przez przedstawicieli branży danych wynika, że sprzedaż piwa w Polsce zmniejszyła się o ponad 13 proc., a rok 2025 był jednym z najtrudniejszych od dekad. Przedstawiciele branży podkreślają, że spadki dotyczą przede wszystkim piw alkoholowych. Jednocześnie zwracają uwagę na rosnące koszty – w tym wzrost akcyzy o ponad 40 proc.
