W ostatnich dniach pojawiły się doniesienia o możliwej rosyjskiej prowokacji wobec Polski. Najpierw Onet opublikował tekst Witolda Jurasza, który – powołując się na pięć źródeł – informował, że nie można wykluczyć, iż przedmiotem ewentualnych działań zaczepnych Rosji może być również Polska.
Z kolei 3 lipc brytyjski "The Telegraph" poinformował, że Stany Zjednoczone ostrzegły Polskę przed możliwością rosyjskiej prowokacji mającej sprawdzić determinację NATO. Według gazety rozważane scenariusze obejmują ataki rakietowe lub dronowe na infrastrukturę krytyczną, działania hybrydowe przy granicy oraz ograniczone wtargnięcie rosyjskich lub białoruskich żołnierzy na terytorium Polski.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odrzucił pojawiające się doniesienia, określając je mianem "straszaków" i elementu kampanii mającej demonizować Rosję. – Bardzo dużo publikuje się straszaków na temat Federacji Rosyjskiej – powiedział.
Sikorski komentuje słowa Pieskowa
Do wypowiedzi rzecznika Kremla odniósł się szef polskiego MSZ. Radosław Sikorski stwierdził, że Pieskow używa wobec Polski tej samej retoryki, którą Moskwa stosowała wobec Ukrainy tuż przed inwazją w 2022 roku.
– Dokładnie to samo mówili w tygodniach przed inwazją na Ukrainę. Przecież oni kategorycznie zaprzeczali, jakoby mieli jakiekolwiek intencje zaatakowania Ukrainy, tak jak wcześniej zaprzeczali, że "zielone ludziki” na Krymie to nie ich wojska; mówili, że każdy może sobie kupić broń. Oczywiście dopóki Ukraina dzielnie się broni i zadaje straty Rosji, to Rosja nie jest w stanie przeprowadzić generalnej ofensywy na Zachód, także na Polskę i to jest powód, dla którego pomagamy Ukrainie. Rosja jest natomiast zdolna do prowokacji – powiedział minister.
– Jeśli przedstawiciele władzy rosyjskiej mówią, że tego nie będzie to mogą albo kłamać, albo mogli odstąpić od zamiarów w świetle naszych ostrzeżeń – dodał.
Czytaj też:
"Oczekiwalibyśmy korekty". Zastępca Sikorskiego o UPA
Czytaj też:
Bryłka uderza w Sikorskiego. Padły słowa o Ukrainie
