Wybory parlamentarne w 2027 roku prowokują do stawiania pytań o kształt list wyborczych. Wydawało się, że kwestią otwartą jest wspólny start ugrupowań lewicowych. Wszystko jednak wskazuje na to, że taki scenariusz nie jest możliwy do zrealizowania.
– Zarówno nasi wyborcy, Nowej Lewicy, jak i wyborcy partii Razem tak naprawdę nie chcą tej wspólnej listy, bo ona byłaby mało wiarygodna. I dla nas, bo głosując na jednej liście, na której byłabym ja i byłby przedstawiciel partii Razem, potencjalnie dawałoby to szansę wejścia do Sejmu osobie, która potem znajdzie się w opozycji, bo partia Razem nie wejdzie do tego rządu, bo ten rząd będzie też rządem wspólnym z Koalicją Obywatelską, to się nie zmieni – powiedziała na antenie Radia Zet szefowa klubu parlamentarnego Lewicy Anna Maria Żukowska.
– Chcąc głosować na ugrupowanie koalicji rządzącej, głosować na listę, na której jest ktoś, kto pójdzie do opozycji, jest nieracjonalne. A dla wyborcy partii Razem też byłoby to dziwne. Partia Razem atakuje rząd, atakuje bardzo mocno nas, jest w opozycji i nagle co? Stworzy wspólną listę z tą partią złą, która jest w rządzie? – dodała.
Ostry spór między Lewicą a Razem w studiu
Dobrym przykładem poważnych różnic między Lewicą a Razem była dyskusja o zwolnieniach Pyszne.pl między wiceministrem rodziny, pracy i polityki społecznej Sebastianem Gajewskim z Lewicy i rzecznikiem prasowym partii Razem Mateuszem Mertą na antenie Polsat News.
– Pan się bardzo rozemocjonował. Rząd wprowadzając kluczową reformę Państwowej Inspekcji Pracy nie zobaczył, jak wygląda sytuacja na całym rynku. Nie widzi tych pracowników – powiedział Merta, zwracając się do Gajewskiego.
– Żadna poprawka zgłoszona przez Razem nie dotyczyła pracy platformowej – odpowiedział wiceminister.
Na jego słowa zareagował reprezentant partii Razem. – Sugeruję obniżyć poziom emocji i zająć się tym, co faktycznie dotyczy pracowników – powiedział Merta. – Zostawiliście półroczną dziurę od wprowadzenia ustawy o reformie PIP. To dzisiaj sprawia, że ludzie, którzy pracują w Pyszne.pl, którzy dowożą jedzenie, nie mają pojęcia, co się wydarzy, za tydzień, za dwa tygodnie, za trzy tygodnie. Grozi im utrata pracy, a rząd zamiast podjąć konkretne działania nie rozmawia realnie ze stroną związkową – podkreślał.
– Pozwolę sobie odpowiedzieć, bo ja tego słuchać nie mogę – odpowiedział Gajewski. Jak podkreślił wiceminister, Polska ma czas do grudnia na wdrożenie dyrektywy UE o pracy platformowej.
Czytaj też:
Posłanka wywołała burzę. "Jak pani nie wstyd?" Czytaj też:
Żukowska oburzona po słowach Domańskiego. "Lewica nie poprze ustawy"
