Jak podaje "Rzeczpospolita", powołując się na wyniki badań Związku Konsumentów Ukrainy i agencję UNIAN, cztery z pięciu przebadanych produktów zawierały znaczne ilości tłuszczów roślinnych zamiast mlecznego.
Podrabiają zwłaszcza masło i sery
Kontrolę przeprowadził dyrektor Związku Konsumentów Ukrainy Maksym Niesmianow. Do badań trafiły masła i sery kupione na targowisku w Kijowie w pobliżu stacji metra Leśnaja. Produkty wyglądały na oryginalne – miały polskie opakowania, etykiety i oznaczenia producentów – jednak analiza laboratoryjna wykazała, że nie spełniały wymogów dla produktów mlecznych.
Masła sprzedawane jako Mlekovita Masło Polskie 82 proc. i Mleczna Dolina 82 proc. zawierały odpowiednio 89,72 proc. i 94,84 proc. zamienników tłuszczu mlecznego. Z kolei ser Polmlek Perła Warmii Gouda zawierał 95,53 proc. tłuszczu mlekozastępczego. – To nie jest masło. Myślę, że to podróbka. Nie sądzę, żeby Polacy nas zatruwali – powiedział Niesmianow. O serze Polmlek dodał: – To po prostu produkt seropodobny. Nie ma nic wspólnego z serem.
Były też oryginalne produkty
Jak opisuje "Rzeczpospolita", jedynie Łaciate Masło Osełkowe Extra 83 proc. nie zawierało substytutów tłuszczu mlecznego i zostało uznane za produkt oryginalny. Z kolei na opakowaniach produktów uznanych za podróbki brakowało ukraińskiego tłumaczenia oraz informacji o importerze, co, zdaniem ekspertów, powinno wzbudzić czujność kupujących.
Związek Konsumentów Ukrainy chce, aby sprawą zajął się ukraiński nadzór nad żywnością. Niesmianow podkreśla, że nie obwinia sprzedawców z targowisk, lecz ostrzega, że spożywanie podrobionej żywności może być niebezpieczne dla zdrowia. Według niego wojna sprzyja rozwojowi nielegalnego handlu i utrudnia skuteczną kontrolę produktów trafiających do sprzedaży.
Czytaj też:
Polskie sery problemem dla Ukrainy. Branża żąda reakcji władz Czytaj też:
Rynek mleka w zapaści? Branża bije na alarm, rolnicy walczą o przetrwanie
