Czwórpodział władzy

Czwórpodział władzy

Dodano: 56
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Kiedyś popełniłem artykuł w tygodniku "Wprost" o trójpodziale władzy. Musiałem się naczytać o tym Monteskiuszu, ale temat miałem przemyślany do swojej książki "Trzeci sort" i poszło mi dość szybko.

To były czasy walki o wolne sądy i wszyscy wtedy łazili z tymi hasłami o trójpodziale, a więc swoim zwyczajem zobaczyłem o co chodzi naprawdę i wyszło, że większość nie rozumie co ma napisane na noszonych przez siebie transparentach. Jedni chcieli wolnych sądów, inni – by były jednak szybsze.

Sądowy chaos

Dziś muszę to zweryfikować, bo mamy do czynienia już z czwórpodziałem władzy, to takie nasze ustrojowe novum w dziejach systemów politycznych. W wyniku prób zmiany układu (a może i systemu?) sądów w Polsce powstał nieciekawy chaos. Mamy bowiem dwa typy sądów – ten działający w obecnym systemie (czasami niesprawiedliwie określany jako pisowski) i ten go kontestujący. Nawet nie chcę tu wchodzić w meandry kto, kiedy i wedle czego i kogo powoływał. Dość, że byle ciura prawnicza kwestionuje dziś legalność dowolnego sądu, bo może. Może, bo kwestionując organ ten sąd wybierający może zakwestionować skład przez ten organ wybrany. To już pokazuje rozgardiasz państwa, bo w ten sposób dowolny wyrok, dowolny skład może być negowany nie tylko przez prawników, ale i podsądnych.

Ostatnio wydarzyło się kilka kiksów, które pokazują, że trzecia władza, ta sądownicza, podzieliła się na dwie części. Jest więc ich w trójpodziale cztery. I każda z tych sądowniczych części rości sobie prawo do legalności, kwestionując legalność drugiej strony, co w sądownictwie może prowadzić tylko do katastrofy. Widać już gołym okiem, że system działa tak, iż sądy propeowskie rzadko przepuszczają okazję, kiedy swoim orzecznictwem mogą dowalić władzy. Mieliśmy ostatnio kumulację dwóch takich ewidentnych przypadków.

Polska Press na zakręcie

Pierwszy to kwestia Polska Press. Wiszący Rzeczniki RPO 5 marca wniósł skargę do sądu rejonowego w Warszawie na zakup przez Orlen koncernu prasowego Polska Press. To dość dziwne, bo kwestie rezultatów koncentracji kapitału, a tego dotyczyła skarga, oprócz wolności prasy, ale o tym niżej, zajmuje się w Polsce UOKiK, a nie sąd, tym bardziej rejonowy. No jeżeli już UOKiK-owi może ktoś wejść w paradę w tej kwestii to z bidą Sąd Administracyjny, i to biorąc pod uwagę skalę – chyba Najwyższy. A tu sąd okręgowy, proszę bardzo wstrzymuje transakcję. Orlen nic o tym oficjalnie nie wie, za to pan Bodnar dowiaduje się o orzeczeniu sądu przez telefon (znowu sędzia na telefon?) o czym informuje ludzkość poprzez Twittera. I teraz odbywa się prawnicza jazda i analizy na podstawie tego twitta.

Co do zagrożenia wolności słowa, jakie miała powodować ta transakcja, to ja nie widzę żadnej różnicy niż wtedy, kiedy spółka była własnością niemiecką. Na czym miałoby polegać to zagrożenie? Że Orlen to spółka skarbu państwa, a to przedsiębiorstwo rządowe jest i w ten sposób rządzący mieliby wpływać na media? A co, to oni teraz zaczęli? Wolne żarty. Ja pamiętam jak za PO Platforma prowadziła 3:0 na telewizje, zaś państwowe budżety transferowane (za których brak się teraz mszczą?) do takiej np. Gazety Wyborczej to nie kupowały rządowej przychylności? Dziewice orleańskie się wzburzyły.

Sprawa Nowaka

Drugi kiks to wypuszczenie z aresztu Sławomira Nowaka. Kiedyś N., ale jak niewinny to można po nazwisku. Z tym, że media (wiadomo które) uznały, że jego wypuszczenie oznacza jego niewinność. Ale jak się przeczyta uzasadnienie postanowienia o jego wypuszczeniu to wychodzi… na odwrót. Sędzia Agnieszka Domańska właściwie stwierdziła, że nie ma po co trzymać pana Nowaka, bo materiału ma już na swoją winę tyle, że nie ma po co siedzieć. Fakt – po 8-9 miesiącach aresztu prokuratura nie wypichciła aktu oskarżenia, być może chciała jeszcze coś „wydobyć” z aresztanta, bo ten wydaje się mieć wiele do powiedzenia na wiele tematów. Pani Agnieszka Domańska zajęła się tą sprawą przed paroma tygodniami, zamieniła dotychczasowego sędziego w tej sprawie i wszystko ruszyło z kopyta. Wcześniej zwolniła z aresztu trzymanego tam doradcę premier Kopacz, a więc pojawiła się wreszcie jakaś specjalistka. Wiadomo – Iusticia.

Mało tego – w wigilię rocznicy smoleńskiej nie pytany o to Donald Tusk zeznał w TVN, że Nowak to więzień polityczny i powinien wyjść na wolność. W mediach spekulacje, że pewnie wiedział wcześniej i chciał wykazać swoją przenikliwość (a może sprawczość?), że przyjeżdża ci on z Brukseli, naświetla i się ziszcza. Opozycja tryumfuje, ale nie za głośno, bo jeszcze wyjdzie, że to Donald rządzi sądami i co wtedy?

Widać dwa nurty orzecznictwa, w wielu sprawach prokuratura rozbija się o wyraźnie niesprzyjające sądy, zwłaszcza te ukrywające się pod quasipartią zwaną dla maskirowki stowarzyszeniem Iusticia. PiS czyszcząc układ pozostawił po reformie, której ostrze stępił wetem prezydent Duda, spore obszary, gdzie – personalnie – układ sędziowski pozostał ten sam. I układ widząc, że „idą po niego” broni się, w dodatku ma potężnych mocodawców w Unii i, mówiąc delikatnie, komanda sygnalistów w kraju.

Najsztub i Durczok

Mam nadzieję, że to jednak piana na falach polityki i tego rodzaju kwestie nie dochodzą do sądzonego ludu. Ciekaw jestem, czy jakiś sędzia mógłby uczciwie osądzić Kowalskiego z przeciwnego plemienia, skoro już normą się stało, że nawet sędziowie muszą do któregoś należeć. Traktowanie Kowalskiego przez sądy można prześledzić w analizie porównawczej z osądzaniem celebrytów przez sądy versus szary obywatel. Uniewinnienie przez sąd redaktora Najsztuba, który bez prawa do prowadzenia pojazdu potrącił na pasach staruszkę nie mogłoby się powtórzyć w przypadku Kowalskiego. Tu pretekstem do uniewinnienia było to, że sąd nie mógł stwierdzić… z jaką prędkością piesza weszła (wtargnęła?) na pasy. Gdyby następny celebryta, redaktor Durczok podrobił, jak pewna 17-latka legitymację szkolną, to poszedłby (jak ona) do aresztu, ten zaś po samochodowym rajdzie na fleku przez pół Polski nie został w ogóle aresztowany, zaś jego wyrok jednego roku w zawiasach rozzuchwaliłby pewnie innych pijanych kierowców, gdyby ci nie wiedzieli, że co innego pijany obywatel, a co innego członek celebryckiej elity na gazie.

To się musi źle skończyć. Myślę, że zaufanie ludu do systemu sprawiedliwości (na początku procesu prawie w 80% negatywne) po tych pięciu latach nie wzrosło. Jakie więc może być? Najgorzej, że w obozie władzy trudno o refleksję na ten temat. Taki mamy układ. Autorzy reformy mogą zwalić wszystko na weto Dudy, bo gdyby nie ono, – tak mówią – to byśmy żyli w raju sprawiedliwości. Przeciwnicy Ziobry „w łonie władzy” pokazują, że to nie działa, zaś rokosz części sędziów prowadzi do chaosu orzecznictwa, a właściwie jego dwubiegunowości. Opozycja ma kwity, że to bałagan i zastój, zaś Unia dostaje dowody, czasami prokurowane przez zainteresowane sądy totalne, że w Polsce nie działa praworządność, co staje się coraz częściej argumentem osłabiającym nasz kraj na arenie międzynarodowej.

Nierozerwalny układ

Sądy zostały na mocy decyzji Okrągłego Stołu wyjęte spod społecznej i politycznej kontroli. Ten deal stał na straży nietykalności komunistów. Sądy miały same się kontrolować, a więc konserwowały zastany układ, bo zrodzonej III RP nie było wolno zrobić opcji zerowej, czyli np. wybrać sędziów w lokalnych wyborach powszechnych. Ale czemu ten układ nie został zerwany, kiedy po pierwszych wolnych wyborach do władzy doszła Solidarność? To tajemnica jakaś. A właściwie jak się zastanowić, to żadna. Od początku Solidarność zajmowała się łapaniem talerzy spadających z okrągłego stołu i dziurawieniem swego parasola wizerunku rozpostartego nad ochroną reform, które były przecież sprzątaniem po komunistach. Komunistach siedzących bezpiecznie za tarczą zakonserwowanego układu sądownictwa. Solidarność się na tym zużyła i już parę lat po „zwycięstwie” trzeba było wprowadzić do Sejmu czerwony sztandar nowej-starej władzy. I tak nam zeszło. I to się już odbija ładnych parę lat i widać – jeszcze potrwa. Pozostałości tego układu wciąż istnieją, a najbardziej je widać w kwestii sądownictwa. Stare się broni, przebrane w nowe szaty.

Mieliśmy mieć trójpodział władzy a mamy jej czwórpodział. Czasami, jak widać, od przybytku głowa może zaboleć.

Jerze Karwelis

Więcej wpisów na blogu Dziennik zarazy.

Czytaj też:
Kabel a sprawa polska

Źródło: dziennikzarazy.pl
+
 56
Czytaj także