Tvn24.pl pisze, że do zatrzymania T. doszło kiedy ten w jednym z warszawskich hoteli prowadził szkolenie. Funkcjonariusze mieli mu nawet pozwolić dokończyć wykład. "Gdy około godziny 20 policjanci odjechali już z Piotrem T., okazało się, że pozostawił on w hotelu swoje rzeczy. Nie było ich w pokoju T., bo wcześniej trafiły do apartamentu zajmowanego przez prezesa firmy, dla której pracował ekspert od wizerunku" – twierdzi serwis. Rzeczy osobiste Piotra T. miały być następnie wydane osobie z jego rodziny.
Zdaniem tvn24.pl. wśród tego, co nie trafiło w ręce policji znalazły się rzeczy, z których niektóre pozycje nie tylko dziwią, ale i szokują. Są to legitymacja policyjna, drugi dowód osobisty, legitymacje dyplomaty międzynarodowych organizacji praw człowieka i w końcu komputer oraz telefon.
Zarówno policja, jak i prokuratura odmówiły portalowi szerszego komentarza w sprawie.
