Rosja przeprowadziła w nocy z piątku na sobotę (7 lutego) kolejny zmasowany atak na kluczowe elementy ukraińskiej sieci energetycznej.
Wojska Putina wzięły na celownik linie wysokiego napięcia 750 kV i 330 kV, które stanowią kręgosłup systemu przesyłowego energii elektrycznej. Uszkodzone zostały również obiekty produkcyjne – elektrownie cieplne w Bursztynie i Dobrotworze na zachodzie Ukrainy.
W wyniku ataków wprowadzono awaryjne wyłączenia prądu w wielu regionach kraju, pozostawiając setki tysięcy ludzi w ciemności i chłodzie, gdy temperatura na Ukrainie spada poniżej minus 10 stopni Celsjusza.
Ukraina prosi Polskę o prąd. Motyka odpowiada
Pierwszy wicepremier i minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal przekazał, że operator systemu przesyłowego Ukrenergo zwrócił się do Polski z prośbą o pomoc w sytuacji awaryjnej.
Jak poinformował minister energii Miłosz Motyka, Polska przyjęła apel o wsparcie operatorskie, a Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) monitorują sytuację i pozostają w kontakcie z ukraińskim operatorem. Szef ME podkreślił, że eksport na Ukrainę odbywa się przy zachowaniu bezpieczeństwa polskiego systemu energetycznego.
Rosja niszczy ukraiński system energetyczny
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Rosja wystrzeliła w sobotę ponad 400 dronów i około 40 rakiet. Podkreślił, że celem była sieć energetyczna, obiekty generujące energię oraz stacje rozdzielcze. W całym kraju wprowadzono przerwy w dostawie prądu.
Do nowych ataków na system energetyczny doszło zaledwie kilka dni po ostatniej rundzie rozmów między Ukrainą a Rosją, prowadzonych pod auspicjami USA, na temat sposobu zakończenia wojny, która trwa już prawie cztery lata i przekształciła się w największy konflikt zbrojny w Europie od czasu zakończenia II wojny światowej i upadku hitlerowskich Niemiec w 1945 r.
Czytaj też:
"Głośne eksplozje" na Ukrainie. Polska poderwała myśliwce
