W czwartek w Waszyngtonie odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Pokoju. Polskę, w charakterze obserwatora, reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz. Prezydent Donald Trump, który zainicjował powstanie Rady przekazał, że podczas pierwszego spotkania udało się zebrać 7 mld dolarów na pakiet humanitarny dla rozwiązania konfliktu w Gazie.
Minister Przydacz zabrał głos po obradach. Poinformował, że dyskusja dotyczyła przede wszystkim kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie – tego, co zrobić z Gazą na przyszłość. – W jaki sposób reagować na potencjalne pojawiające się zarzewia konfliktu. Stąd też liczna obecność państw arabskich, co nie powinno nikogo dziwić – powiedział podczas konferencji prasowej.
Takich oczekiwań nie było
Jednocześnie prezydencki minister podkreślił, że "nie było w żaden sposób artykułowane żadne oczekiwanie dotyczące wpłaty jakiegokolwiek miliarda dolarów" ani "oczekiwania wysyłania jakichkolwiek wojsk do Strefy Gazy".
– Pan prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią – tym, co się dzieje wokół Ukrainy i tym, co się dzieje w agresywnej postawy Rosji, warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach, a nie tylko myśleć egoistycznie o tym, co jest tu i teraz. Bo może się zdarzyć taki moment, kiedy będziemy potrzebowali aktywności naszych partnerów i sojuszników – mówił minister Przydacz, wyjaśniając obecność na czwartkowym spotkaniu.
– Myślę, że ten status, który wywalczyliśmy, czyli obserwatora (...) na pewno Polsce się przysłuży – podkreślił. Szef BPM dodał, że w Waszyngtonie rozmawiał m.in. z sekretarzem Stanu USA Marco Rubio o jego niedawnej wizycie w Monachium i zaprosił go do Polski.
Czytaj też:
Nawrocki nie poleciał do USA. Nowe kulisy decyzji prezydenta
