Pod koniec listopada 2024 r. asp. sztab. Mateusz Biernacki został zastrzelony przez drugiego policjanta Bartosza Ż. w trakcie pełnienia służby na warszawskiej Pradze-Północ.
Do tragedii doszło przy ulicy Inżynierskiej. Policja otrzymała wezwanie do agresywnego mężczyzny z maczetą w ręku. Podczas zatrzymania sprawcy jeden z funkcjonariuszy użył broni służbowej, na skutek czego ranny został drugi policjant. Jego życia, niestety, nie udało się uratować. 35-letni mundurowy pozostawił żonę i dwoje małych dzieci.
Bartosz Ż. usłyszał zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień i niezasadnego użycia broni służbowej, spowodowania choroby realnie zagrażającej życiu, a w następstwie spowodowania śmierci innej osoby. Sąd nie zgodził się na zastosowanie wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu. To oznacza, że w procesie będzie odpowiadał z wolnej stopy. Musi się jedynie stawiać na policyjny dozór. Za zarzucane czyny grozi mu od pięciu lat do nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Ż. został odwołany z warszawskiego oddziału prewencji. Taką decyzję podjął komendant stołeczny policji. Funkcjonariusz wrócił do swojej macierzystej jednostki w Nowym Dworze Mazowieckim.
Młody policjant zastrzelił kolegę. Nowe ustalenia
Jak podała rozgłośnia RMF FM, we wrześniu akt oskarżenia dotyczący tragicznego incydentu na Pradze-Północ trafi do sądu. Prokuratura uznała, że Bartosz Z. użył broni całkowicie niezasadnie. Zdaniem śledczych, oddanie strzału do kolegi po cywilnemu było umyślne, natomiast skutek już nie.
Umundurowany patrol podjął interwencję w związku ze zgłoszeniem o agresywnym mężczyźnie, który miał w przeszłości terroryzować sąsiadów. Napastnik zaczął uciekać na widok funkcjonariuszy. Ostatecznie został obezwładniony. Na miejsce dotarł drugi patrol – tym razem po cywilnemu. Gdy jeden z policjantów chciał pomóc kolegom, po kilkudziesięciu sekundach Bartosz Ż. oddał w jego kierunku strzał w klatkę piersiową. Wcześniej nie uprzedzał o zamiarze użycia broni. Zdarzenie zostało zarejestrowane na dwóch kamerach. Jedna znajdowała się na policyjnym mundurze. Drugi film nakręcił świadek telefonem.
Z ustaleń prokuratury wynika, że umundurowani policjanci z pierwszego patrolu wiedzieli, że na miejsce przyjedzie jeszcze jedna załoga. Najpierw do interwencji zadysponowano patrol po cywilnemu. Umundurowani funkcjonariusze o wezwaniu usłyszeli przez radio i zameldowali, że dołączą jako wsparcie. Jednak na miejsce dotarli jako pierwsi i nie czekając na kolegów sami podjęli interwencję.
Funkcjonariusz, z którego broni padł strzał, służbę w policji pełnił od ponad roku, ukończył niezbędne szkolenie i pozytywnie zdał egzamin. Opinia psychiatryczna wykazała, że w chwili zdarzenia zachowywał pełną poczytalność.
Czytaj też:
Wdowa po policjancie bez pomocy państwa? Lewandowski mocno odpowiada Siemoniakowi Czytaj też:
Żona zastrzelonego policjanta przerwała milczenie. Poruszające słowa
