Dokument omawiany na komisji budżetowej PE zawiera takie stwierdzenie, które wywołują konsternację, lekko wskazując na refleksje i… nie zauważając, że trudności, które ma obecnie UE, mają swe źródło w błędnych założeniach gospodarczych Europy zaserwowanych przez Merkel, Macrona, Tuska i socjalistów, którzy niepodzielnie rządzili w ostatniej dekadzie w UE. Twórcy zmodernizowanego podejścia budżetowego UE na lata 2028-2034, poprzez wprowadzone do dokumentu zapisy strzelają do siebie w najlepsze, ukazując zły stan gospodarczy UE, który chcieliby oczywiście zmienić, a o którym chętnie by zapomnieli jako ci, którzy do tego stanu doprowadzili. Poniżej zaprezentuję kilka "odkryć" liberalnych chadeków i socjalistów przedstawionych 19 lutego po to, aby pokazać stan umysłu winowajców kryzysu mających wraz z "Zielonymi" jak się wydawało monopol na wszelką mądrość.
Największą wyjściową rewelacją jest zapis, że UE boryka się obecnie z wysokimi cenami mieszkań, energii i żywności oraz wysokimi kosztami życia i drenażem mózgów (brain drain). To przepiękne samozaoranie się autorów propozycji rezolucji PE jest najlepszym dowodem na odcięcie się od własnej głupoty klimatycznej wciskanej w minionej kadencji w tyle dokumentów unijnych. Domyślam się, że ucieczka firm z UE na inne kontynenty jest już przyswojona, a ceny energii tak dokuczliwe dla biznesu europejskiego, że trzeba przyznać się do winy. Autorzy piszą też, że w UE nie ma pieniędzy na inwestycje, że luka inwestycyjna wynosi 800 miliardów euro i że gdzieś trzeba znaleźć pieniądze na te inwestycje. Przemycają więc znane stanowisko doradców Komisji Europejskiej i przyzwyczajają posłów PE do nieuchronnej potrzeby kolejnego zadłużania się dla różnych nowych ideologicznych pomysłów, aby ratować jako takie relacje z zacietrzewionymi posłami odpowiedzialnymi za "klapę" religii klimatycznej i finansowanie rożnego rodzaju dziwactw preferowanych przez socjalistów, którzy ciągle po leninowsku dążą do odcięcia UE od chrześcijańskich korzeni.
Ponowni odkrywcy prawdy, że UE jest teraz trzecioligowym placem gry wpisali w ten ciekawy dokument, to co już dawno uwidoczniła pandemia COVID-19 i wojna na Ukrainie. Otóż stwierdzili oni, że unijne państwa uzależnione są od "państw trzecich" i potrzebą chwili jest teraz budowanie własnych cyfrowych i innowacyjnych sektorów strategicznych. Zapowiada się więc, że UE będzie mieć swoje antyinfekcyjne maseczki, że będzie produkować chipy i lekarstwa, a nawet panele fotowoltaiczne, które teraz kupuje w Chinach. Oczywiście popieram taki sposób poprawiania pozycji gospodarczej unijnej organizacji tylko chcę zapytać skąd na takie cele wziąć pieniądze? A może prawdą jest, że przesuniecie w wydatkach w tą stronę odbędzie się kosztem wydatków na rolnictwo czy fundusz spójności, o czym trąbi prasa i czemu zaprzecza polski komisarz ds. budżetu P. Serafin.
Bardzo groźnie wygląda też zapis o kolejnej luce w dobrostanie UE, tym razem mowa jest o braku 500 miliardów euro na obronność na najbliższą dekadę. Czyżby w domyśle autorów tego, aby było tak jak jest, zależało na dalszym oswajaniu Europejczyków z myślą o utworzeniu za pożyczone pieniądze armii antynatowskiej narracji? I to teraz, kiedy konsolidacja antyputinowska powinna być głównym bodźcem do tworzenia obronnego frontu bezpieczeństwa!
To, co najbardziej uderza w dokumencie pt. Zmodernizowany długoterminowy budżet Unii w zmieniającym się świecie, to czołobitność wobec Komisji Europejskiej, która urasta do instytucji działającej z dala od unijnych traktatów, nie liczy się z Parlamentem Europejskim, czego najlepszym dowodem jest wdrażanie planów odbudowy po pandemii z których, jak pokazuje raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, na razie nie widać, aby choć o promil zmniejszyła się emisja gazów cieplarnianych (chociaż z tych planów popłynęły ogromne pieniądze na ten cel).
Rząd UE pod przywództwem Ursuli von der Leyen chce mieć jeszcze więcej do powiedzenia w następnej perspektywie finansowej UE 2028-2034. Chce wprowadzić takie zapisy wedle których pieniądze będą płynęły tam gdzie będzie taka praworządność jak rozumie praworządność Komisja Europejska. W świetle tego spostrzeżenie europosłów, że mamy do czynienia z odpływem mózgów z UE konieczne będzie pogłębienie analizy stanu rozumności rządu UE, czyli KE. Zapewne będzie to fascynujące zajęcie dla znawców tego obszaru badań, i wynik będzie też klarowny, najlepszy z możliwych.
Autor jest europosłem PiS
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
