RYSZARD GROMADZKI: Czy w związku z możliwą frondą Mateusza Morawieckiego i grupy jego zwolenników PiS znalazł się na granicy rozłamu czy to tylko kolejna ruchawka, którą Jarosław Kaczyński zdoła zdusić?
MARCIN PALADE: Patrząc w przeszłość, ale nie tak odległą jak czasy Porozumienia Centrum, Jarosław Kaczyński miał już kilka podtopień na pokładzie swojego statku, czyli Prawa i Sprawiedliwości. Swoje partie postanowili założyć Zbigniew Ziobro – czyli Solidarną Polskę – oraz Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Kowal – czyli Polska Jest Najważniejsza. Jedni jako ci pierwsi synowie marnotraw ni wrócili, ci drudzy przeszli na drugą stronę politycznej barykady. Ale to był PiS jeszcze przed ośmioletnimi rządami, formacja odwołująca się do programu, kreatywna, a nie – jak jest obecnie – partia, która przypomina mocno doświadczoną uczuciowo kobietę, mocno przypudrowaną, po przeżyciach, patrzącą w lustro z wciąż powracającym pytaniem: Dlaczego przestałam podobać się mężczyznom? To za sprawą postrzegania z zewnątrz inna partia – z liderem wciąż posługującym się schematami, które przestały być efektywne, bo nastały inne czasy, inne uwarunkowania, no i z powiększającą się w PiS grupą krytyków tej, jakże widocznej, niemocy płynącej z Nowogrodzkiej, niekoniecznie wszystkich gotowych zgromadzić się pod sztandarem byłego premiera Mateusza Morawieckiego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
