Były prezydent Lech Wałęsa wielokrotnie wypowiadał się na temat Donalda Trumpa, twierdząc, że to on zachęcił biznesmena do wejścia w świat politykiem. Teraz, w rozmowie z brytyjską gazetą "Daily Mail", powtórzył tę opowieść. "Zachęcałem go do kandydowania, bo skoro prosty robotnik, taki jak ja, mógł zostać przywódcą swojego kraju, to miliarder też może" – wspomina.
Wałęsa podkreśla, że żałuje tego, co zrobił, ponieważ przeraża go agresja, jaką prezentuje jego zdaniem amerykański polityk. W ocenie Wałęsy postać Donalda Trumpa jest niejednoznaczna i budzi niepokój. "Albo jest sowieckim agentem, albo niezwykle utalentowanym politykiem, który widzi, że świat wymaga reformy, ale próbuje go zreformować siłą" – mówi były lider "S". Lech Wałęsa podkreśla, że choć diagnoza Trumpa dotycząca konieczności zmian na świecie jest trafna, to wybrane przez niego środki są niedopuszczalne.
W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej i agresji Rosji na Ukrainę, Lech Wałęsa porównuje swoje doświadczenia w negocjacjach z Michaiłem Gorbaczowem oraz Borysem Jelcynem do obecnej postawy Władimira Putina. Noblista twierdzi, że z Putinem należałoby rozmawiać bez "dyplomatycznych gierek", stawiając sprawę jasno i twardo.
"Powiedziałbym mu: Czego chcesz? Chcesz walki? Cała twoja broń jest do bani! Przestarzała. Nie miałbyś szans" – deklaruje Wałęsa, dodając: "nie denerwuj mnie, bo cię walnę!". Jego zdaniem takiej "męskiej" rozmowy, jakiej doświadczał z Jelcynem, brakuje w dzisiejszych relacjach z prezydentem Rosji.
Wałęsa napisał do Trumpa. Porównał prezydenta USA do SB
W marcu ubiegłego roku Lech Wałęsa wystosował list otwarty do Donalda Trumpa, pod którym podpisało się 37 działaczy opozycji PRL. W piśmie skrytykowano prezydenta USA za jego rozmowę z Wołodymyrem Zełenskim. Wtedy to, w Gabinecie Owalnym, doszło do awantury między Zełenskim, Trumpem i J.D. Vance'em. Trump i Vance zarzucali Zełenskiemu, że nie jest wdzięczy za to, co robią dla jego kraju USA i że igra z III wojną światową.
"Szanowny panie prezydencie, relację z pańskiej rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełeńskim oglądaliśmy z przerażeniem i niesmakiem. Pańskie oczekiwania co do okazywania szacunku i wdzięczności za pomoc materialną udzieloną przez Stany Zjednoczone walczącej z Rosją Ukrainie uważamy za obraźliwe" – przekazano w liście.
Autorzy listu stwierdzili, że "wdzięczność należy się bohaterskim żołnierzom ukraińskim, którzy przelewają krew w obronie wartości wolnego świata". W piśmie wskazano, że Ukraińcy od ponad 11 lat giną na froncie w imię wartości i niepodległości swojej ojczyzny.
Trump jak SB?
W dalszej części listu padały jednak tylko co raz mocniejsze słowa. W pewnym momencie porównano nawet zachowanie Trumpa do działań SB.
"Nasze przerażenie wywołało także to, że atmosfera w Gabinecie Owalnym podczas tej rozmowy przypominała nam tę, którą dobrze pamiętamy z przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa i z sal rozpraw w komunistycznych sądach. Prokuratorzy i sędziowie na zlecenie wszechwładnej komunistycznej policji politycznej też nam tłumaczyli, że to oni mają w ręku wszystkie karty, a my żadnych. Domagali się od nas zaprzestania działalności, argumentując, że z naszego powodu cierpią tysiące niewinnych ludzi. Pozbawili nas wolności i praw obywatelskich, ponieważ nie godziliśmy się na współpracę z władzą i nie okazywaliśmy jej wdzięczności" – wyjaśniają swoje zaniepokojenie podpisani opozycjoniści PRL.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
