Skandal w Warszawie. W spółdzielni przez lata działała grupa przestępcza

Skandal w Warszawie. W spółdzielni przez lata działała grupa przestępcza

Dodano: 
Warszawa, zdjęcie ilustracyjne
Warszawa, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Radek Pietruszka
W spółdzielni mieszkaniowej "Koło" na warszawskiej Woli działała grupa przestępcza. Policja przez lata ją tropiła, ale nie postawiła nikomu zarzutów. Mieszkańcy mogą ponieść olbrzymie koszty.

W spółdzielni przez lata miało dochodzić do przejawów korupcji oraz przekrętów. Spółdzielnia stanęła na skraju upadłości, audyt wykazał, że "Koło" straciło co najmniej 23 mln zł. Są to jednak bardzo ostrożne wyliczenia, a ostateczne straty zapewne przebijają tę kwotę. Obciążenia spadną ostatnie zapewne na mieszkańców, mimo że to oni są w tej historii poszkodowani.

Dziennikarze Onetu, Łukasz Cieśla oraz Marcin Terlik, ustalili, że policja już w 2022 roku zainstalowała podsłuchy w spółdzielni i od lat miała dowody na przekręty i malwersacje. Mimo tego wszystkiego nikt do dzisiaj nie usłyszał zarzutów. Co na to Prokuratura? Śledczy twierdzą, że po prostu dalej gromadzą dowody. Od czterech lat.

Lata przekrętów. "Takich zjawisk do tej pory nie widziałem"

Wojciech Dudziński, specjalista od finansów i księgowości, który zrobił audyt spółdzielni, przyznaje, że przez całą swoją karierę nie spotkał się jeszcze z tak jawną i bezczelną malwersacją.

– Takich zjawisk do tej pory nie widziałem, a proszę mi wierzyć, mam doświadczenie z wielu kontroli. Moim zdaniem przykład działalności tej spółdzielni, z której jawnie w nieprawidłowy sposób wyprowadzano miliony złotych, powinien skutkować nie tylko zarzutami prokuratury, ale i szerokimi zmianami w prawie. Teraz spółdzielnie podlegają iluzorycznej kontroli rad nadzorczych czy innych instytucji spółdzielczych. To często podmioty nieprofesjonalne lub powiązane z zarządami spółdzielni. Powstaje zamknięty obieg, w którym tylko pozornie ktoś kogoś kontroluje. Do spółdzielni mieszkaniowych powinien wejść zewnętrzny, fachowy nadzór – podkreśla Dudziński w rozmowie z Onetem.

Według ustaleń audytu w spółdzielni dochodziło do: wystawiania fikcyjnych faktur, opłacania pozornych lub niekorzystnych usług, sprzedaży mieszkań po zaniżonych cenach wybranym osobom, zawierania niekorzystnych umów inwestycyjnych, wypłacania wysokich prowizji i kar umownych, korupcji przy realizacji inwestycji.

Szczególnie zastanawiające jest, że mimo iż w spółdzielni dochodziło do przekrętów już od 2014 roku, to w latach 2016-20 "Koło" podlegało lustracji Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowej, a ostateczny raport był... pozytywny.

Audyty Dudzińskiego mógł się odbyć tylko dlatego, że udało się odwołać wieloletniego prezesa Janusza Szmigierę, który odchodził w atmosferze podejrzeń i skandalu. Z audytu wynikało, że w spółdzielni działała przez lata grupa przestępcza, co zresztą przyznaje sam Szmigiera w rozmowie z Onetem (chociaż dodaje, że sam nie był jej szefem). Kluczową postacią w całej sprawie miał być tajemniczy zastępca Szmigiery – Witold S.

– Plotka głosiła, że tego Witolda przysłali do nas ludzie z półświatka, by nadzorował naszego prezesa oraz wyprowadzanie pieniędzy na szkodę mieszkańców – mówią rozmówcy Onetu. – Witold S. niespecjalnie zresztą krył, że bierze łapówki; banknoty wystawały mu z kieszeni. To była tajemnica poliszynela, że w spółdzielni zapanowała wielka korupcja – dodają nasze źródła.

Afera z działką przy Brożka 4. Gdzie się podziały miliony?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych przykładów była sprzedaż atrakcyjnej działki przy ul. Brożka 4. Choć transakcja opiewała na ok. 20 mln zł, spółdzielnia – według audytu – miała realnie uzyskać jedynie niewielką część tej kwoty, reszta została "skonsumowana" przez prowizje, kary umowne i rozliczenia ze spółką zależną. Pojawiły się też zarzuty konfliktu interesów wobec prawnika nadzorującego proces restrukturyzacji.

W tle sprawy pojawia się wątek kontaktów byłego prezesa z osobami ze środowisk przestępczych oraz wcześniejsze śledztwa dotyczące wyłudzeń kredytowych. Sam Szmigiera twierdzi, że korupcja faktycznie miała miejsce, lecz odpowiadać za nią miał przede wszystkim nieżyjący już Witold S., który – według relacji byłego prezesa – miał go także szantażować i wymuszać pieniądze.

Nowe władze spółdzielni, powołane po odwołaniu Szmigiery w 2023 r., złożyły zawiadomienie do prokuratury. Spółdzielnia znalazła się wcześniej na skraju bankructwa, przeszła restrukturyzację sądową, a obecnie jej mieszkańcy muszą mierzyć się z wielomilionową "dziurą" w funduszu remontowym i zadłużeniem powstałym za poprzedniego zarządu.

Nikt nie usłyszał zarzutów, "winni" będą mieszkańcy?

Onet wskazuje również na wątek działań organów ścigania. Policja prowadziła operację o kryptonimie "Bonus", w ramach której stosowano podsłuchy i monitoring. Jednak – mimo wieloletniego postępowania – do tej pory nikt nie usłyszał zarzutów. Prokuratura potwierdza, że śledztwo w sprawie nieprawidłowości (m.in. korupcji, obrotu lokalami i niekorzystnych umów) jest w toku, lecz nie ujawnia szczegółów.

Dziennikarze prezentują obraz wieloletniego, systemowego rozkładu nadzoru w spółdzielni: fikcyjnej kontroli rady nadzorczej, możliwych konfliktów interesów prawników, niejasnych powiązań personalnych, wpływów półświatka oraz bezprecedensowej bezradności instytucji państwowych. Najbardziej dotkliwe skutki finansowe ponoszą obecnie mieszkańcy, którzy – według obecnego zarządu – zostali obciążeni długami powstałymi w wyniku wcześniejszych nadużyć. Byli przestępcy, były dowody, służby pracowały, a odpowiadać będą mieszkańcy. Tak oto ofiary całego procederu będą obciążone astronomicznymi kosztami.

Czytaj też:
Minęła dekada, afera reprywatyzacyjna powróciła. "Absolutny skandal"
Źródło: Onet.pl
Czytaj także