Na wtorkowym briefingu prasowy, w Białym Domu Leavitt została zapytana o poniedziałkowe twierdzenia prezydenta Donalda Trumpa, że Iran zaatakowałby skoncentrowane w Zatoce siły USA i Izraela w ciągu trzech dni, jeśli Amerykanie nie zaatakowaliby pierwsi.
Rzecznik Białego Domu: Do tego dąży prezydent Trump
– To było odczucie prezydenta oparte na faktach; faktach przekazanych mu przez jego czołowych negocjatorów, którzy w dobrej wierze rozmawiali z reżimem irańskim – powiedziała Leavitt, nawiązując do toczących się wówczas negocjacji. – Reżim irański kłamał, oszukiwał Stany Zjednoczone Ameryki, ewidentnie próbując kontynuować swój program nuklearny, aby stworzyć bombę, która oczywiście ponownie zagroziłaby Stanom Zjednoczonym Ameryki. Ich arsenał rakiet balistycznych szybko i agresywnie powiększał się z miesiąca na miesiąc – powiedziała rzecznik.
Kiedy pytający dociekał, czy prezydent to sobie wymyślił, Leavitt odparła, że "prezydent niczego nie wymyśla". Pytana o to, kiedy wojna dobiegnie końca, rzecznik odparła, że nastąpi to szybko, ale zaznaczyła, że będzie to zależeć od uznania Trumpa, kiedy będzie pewny, że Iran nie stanowi już zagrożenia. – [...] Iran może mówić, ile chce, a jego słowa będą puste, gdy całkowicie unicestwimy jego flotę, co właśnie robimy, gdy wyeliminujemy zagrożenie ze strony jego zdolności do produkcji pocisków balistycznych, gdy będziemy mogli ostatecznie i stanowczo zagwarantować, że nie będzie mógł już stworzyć bomby atomowej, która zagroziłaby Stanom Zjednoczonym, naszym sojusznikom i naszym wojskom w regionie, a właśnie do tego dąży prezydent Trump – powiedziała.
Ultimatum USA
W styczniu i lutym 2026 r. Stany Zjednoczone rozmieściły na wodach Zatoki Perskiej znaczące siły zbrojne, w tym dwa lotniskowce (teraz do Zatoki został wysłany trzeci). Waszyngton chciał w ten sposób wymusić, aby Teheran zrezygnował ze swojego programu nuklearnego, który ma stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Izraela i USA. Trwały intensywne negocjacje z przedstawicielami Waszyngtonu z Teheranem. USA i Izrael zajęły stanowisko, że nie mogą dopuścić do sytuacji, w której Islamska Republika Iranu będzie dysponowała bronią jądrową. Władze Iranu utrzymywały oficjalnie, że wzbogacają uran jedynie do celów cywilnych. Prezydent Trump zakomunikował, że negocjacje stanęły w martwym punkcie i zapadła decyzja o ataku militarnym. Z kolei pośredniczący w negocjacjach dyplomata z Omanu twierdził, że negocjacje rokowały duże szanse powodzenia, ponieważ Teheran poszedł na oczekiwane przez USA ustępstwa.
Atak na Iran
Od 28 lutego Izrael i USA prowadzą szeroko zakrojoną operację m.in. lotniczo-rakietową przeciwko Iranowi bez użycia sił lądowych. Iran, zgodnie z zapowiedzią, przeprowadził ataki rakietowe i dronowe na Izrael oraz amerykańskie bazy wojskowe i lotniska na Bliskim Wschodzie udostępniane amerykańskiemu wojsku. Uderzenia irańskie są punktowe i planowane w taki sposób, by zniechęcić państwa regionu do wspierania USA swoją logistyką. Konflikt mocno wpływa na sytuację w regionie. Spowodował blokadę Cieśniny Ormuz, problemy z lotami, wzrost cen surowców i budzi obawy o możliwą dalszą eskalację.
Czytaj też:
Lisicki: Amerykanie nie mają żadnego planu. Ziemkiewicz: Za to Izrael ma jasnyCzytaj też:
Kita: Niestety w polskiej debacie publicznej cały czas mamy ten sam problem
