Przemysław Czarnek swoją niedawną wypowiedzią na temat konieczności wstrzymania pomocy finansowej dla Ukrainy wywołał prawdziwą burzę. Kandydat PiS na premiera stwierdził, że "trzeba zmusić Unię Europejską, również naszą pozycją w Unii Europejskiej, do tego, żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich".
Słowa polityka PiS wywołały oburzenie wśród członków Koalicji 15 października. Co o wypowiedzi partyjnego kolegi sądzi były premier? Mateusz Morawiecki podkreśla, że szeroka pomoc dla Kijowa w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji była podyktowana chłodną kalkulacją, ponieważ "imperializm rosyjski trzeba powstrzymywać po prostu, najlepiej jak najdalej od naszych granic". Poseł dodał, że "taka była nasza główna motywacja".
– Możemy się bardzo spierać z Ukrainą i spieramy się. Ja sam bardzo mocno podnosiłem wiele wątków. Pamięta pan na pewno embargo nałożone dwa razy na sektor rolniczy? Pamięta pan spory z sektorem transportowców? Branża stalowa, ale oczywiście przede wszystkim również ekshumacje, Wołyń – to wszystko było bardzo ostro i twardo stawiane przez nas, ale jednocześnie wiedzieliśmy, że w naszym dobrze pojętym interesie jest mieć to państwo oddzielające nas – powiedział.
Morawiecki: Nie będą komentował słów Czarnka
Były premier nie chciał bezpośrednio komentować słów kandydata partii na premiera. Wskazał, że PiS gra obecnie "na trudnym boisku", ponieważ przeciwnik "wyciągnął wszystkie armaty, próbuje przykryć największą aferę, taką wyjątkowo złodziejską, obrzydliwą aferę".
– Nie ma aresztowań ludzi, którzy z prosektorium zrobili sobie zakład, który rekomenduje zakładom pogrzebowym, prawda? Jakieś swoje propozycje, składa jakieś propozycje, a jednocześnie nie zostali przesłuchani ludzie tacy jak Kacprzyk – stwierdził.
Czytaj też:
Polska straci kolejne pokolenie? Morawiecki uderza w Tuska
Czytaj też:
Morawiecki do Gadowskiego: Jest pan cynicznym manipulatorem
