Z każdym dniem izraelsko-amerykańskiej operacji przeciwko Iranowi (i, od niedawna, także przeciwko Libanowi) coraz bardziej się zastanawiam, czy nie wykrakałem znowu. Pisałem i mówiłem, że w osobie Donalda Trumpa odżył w oczach polskiej prawicy Napoleon Bonaparte. To znaczy, mit Napoleona – potężnego wroga naszych wrogów, przyjaciela i protektora spraw polskich, któremu zawierzamy bez reszty, a on w zamian podaruje Polsce wolność, a co najmniej jakąś jej namiastkę w rodzaju Księstwa Warszawskiego.
Nadzieje pokładane w Napoleonie skończyły się, jak wszyscy pamiętają, w ten sposób, że pociągnął on na Moskwę i poniósł tam sromotna klęskę, marnując swą Wielką Armię, w tym również stutysięczny kontyngent polski. Przyczyny tej klęski nie dla wszystkich są oczywiste. "Mróz", powiadają historycy, pomijając fakt, że mróz nie jest w zimie niczym szczególnym, i armia wymarzła nie dlatego, że był mróz, tylko dlatego, że wódz jej na zimowanie w Rosji nie przygotował. Nie miała ciepłych gaci, zimowych mundurów, należytej aprowizacji. A nie miała, bo Napoleon był przekonany, że zakończy wojnę w kilka tygodni, góra miesięcy. Wejdzie do Rosji z ogromną, sześć setek tysięcy żołnierzy liczącą potęgą, spierze ruskie bataliony od razu nad granicą, i tak nastraszy cara, że ten zaraz podpisze z nim pokój i, odwracając sojusze, wejdzie z nim w sojusz przeciwko Anglii. Na tym sojuszu mocarstw kontynentalnych, na zaprzyjaźnieniu się z Aleksandrem oparł Bonaparte całą swą polityczną koncepcję, stało się to jego polityczną idee fixe. I właśnie w imię tej idee fixe złamał podstawową zasadę wojny: nie zaczynaj jej, jeśli nie wiesz, jak ją zakończysz. Nie uruchamiaj planu A, jeśli nie masz, przynajmniej w zarysach, planu B. Teoretycznie Napoleon, wobec nieustępliwego oporu Aleksandra, wcale nie musiał kampanii 1812 przegrać. Wystarczyło zatrzymać się mniej więcej w Smoleńsku, proklamować restytucję Polski w granicach przedrozbiorowych, umocnić garnizony i przygotowywać się do kampanii kolejnych. Ale idee fixe to uniemożliwiała: proklamowanie niepodległości Polski czyniłoby sojusz z carem Rosji niemożliwy, a cesarz Francji jak głupi wierzył, że car w końcu pęknie, trzeba tylko posunąć wojska jeszcze kawałek dalej.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

