Viktor Orban poinformował, że Budapeszt będzie blokować wszystkie decyzje Unii Europejskiej, które uzna za złe dla siebie. Premier Węgier zaznaczył, że „Unia Europejska nie jest w Brukseli, ale w Wiedniu, Budapeszcie, Warszawie, Berlinie i Madrycie”. Według niego, Węgry zawsze wyrażają własne poglądy na wspólne europejskie decyzje.
"Uczestniczymy w każdej decyzji, zawsze wypowiadamy swoją opinię. A jeśli pojawi się stanowisko, z którym się nie zgadzamy, zgłosimy to. Bruksela nie jest naszym szefem. Jesteśmy niezależnym, suwerennym narodem węgierskim. Razem podejmujemy decyzje. Jeśli nam one nie pasują, to im [Unii Europejskiej - przyp. red.] o tym powiemy. Jeśli są złe i możemy im zapobiec, wtedy nie zgodzimy się na podjęcie wspólnej decyzji" – napisał Orban.
UE bez zasady jednomyślności?
W Unii Europejskiej obowiązuje zasada jednomyślności przy podejmowaniu decyzji o dużym znaczeniu dla Wspólnoty. Oznacza to, że jeśli choć jeden z krajów UE nie poprze rozpatrywanej decyzji, zostanie ona uznana za nieprzyjętą.
Pod koniec czerwca Wysoki Przedstawiciel UE do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Josep Borrell zaproponował odrzucenie tej zasady. – Oznacza to zmniejszenie zakresu zasady jednomyślności w polityce zagranicznej i innych obszarach, aby podejmować więcej decyzji większością kwalifikowaną – powiedział Borrell.
Unijny komisarz wyjaśnił, że jeśli kraje z góry wiedzą, że ostateczna decyzja może zostać podjęta większością kwalifikowaną, mają silną motywację do negocjacji i budowania konsensusu. Jeśli wiedzą, że mogą wszystko zablokować, nie mają motywacji do osiągnięcia zdrowego kompromisu.
W podobnym tonie wypowiedziała się przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która stwierdziła, że zasada jednomyślności jest bezsensowna.
Czytaj też:
Viktor Orbán, polskie emocje i imperium złaCzytaj też:
"Nie są już narodami". Wściekłość po słowach OrbanaCzytaj też:
"Mowa godna Goebbelsa". Mocny głos z otoczenia Orbana
