Po wyborach w Ameryce
  • Wojciech GolonkaAutor:Wojciech Golonka

Po wyborach w Ameryce

Dodano: 
Wybory "midterm elections" w USA w stanie Virginia
Wybory "midterm elections" w USA w stanie Virginia Źródło: PAP/EPA / MICHAEL REYNOLDS
Okno korzyści politycznych, które można było osiągnąć w związku z zaangażowaniem Ameryki w wojnę na Ukrainie, zacznie ulegać pewnemu zawężeniu.
Jeśli w związku z wyborami uzupełniającymi w Stanach Zjednoczonych podstawowym pytaniem dla Polski, Ukrainy i Rosji była kwestia wpływu ich wyników na dalsze wsparcie USA dla walczącej Ukrainy, to amerykańskich wyborców zelektryzowały przede wszystkim rodzime wątki wysokiej inflacji oraz polaryzacja wokół kwestii aborcji. Zaskoczeniem, wbrew sondażom, okazała się klapa zapowiadanej „czerwonej fali” republikanów, ale to przede wszystkim dotychczasowy brak definitywnych wyników wyborów, które miały miejsce 8 listopada, budzi najwięcej pytań – wszak upadek wiarygodności amerykańskiej demokracji może być długofalowo jeszcze ważniejszym tąpnięciem niż ewentualna korekta polityki USA w kwestiach zagranicznych. Śledząc komentarze poprzedzające wybory, można było dojść do wniosku, że politycznej zmiany w USA jeszcze bardziej od Amerykanów wyczekują z niecierpliwością Rosjanie.

Dmitrij Miedwiediew, jeden z czołowych propagandystów Kremla, a zarazem bliski współpracownik Władimira Putina i zastępca przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa, w wyborczy wieczór dał upust swym nadziejom: „Pierwsze wyniki wyborów w USA i wczorajsze histeryczne »ultimatum« ukraińskiego lidera w zielonej niepranej koszulce potwierdzają, że świat dziadka Bidena odchodzi, poparcie dla kursu USA na świecie spada, a poleganie na twardogłowym »hetmanie« było dużym błędem”. Abstrahując od rozczarowania wyborczego, którego w międzyczasie musiał doświadczyć były prezydent Federacji Rosyjskiej, nie wspominając o upokorzeniu wojsk rosyjskich ewakuujących się z Chersonia, jego nadzieja nie była bynajmniej zupełnie bezpodstawna.

Wszak duża część kampanii wyborczej w USA była spolaryzowana właśnie wokół galopującej inflacji, a część republikanów ochoczo i z przekonaniem podkreślała fakt, że odpowiedzialna za nią jest administracja prezydenta Joe Bidena, która śle miliardy dolarów z kieszeni amerykańskich podatników na Ukrainę, na wojnę, która nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem Amerykanów, podczas gdy na południowej granicy USA mają miejsce dantejskie sceny napływu nielegalnych imigrantów.

Cały artykuł dostępny jest w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 0
Czytaj także