Katolicy nie są obywatelami drugiej kategorii

Katolicy nie są obywatelami drugiej kategorii

Katolicy nie są obywatelami drugiej kategorii
Katolicy nie są obywatelami drugiej kategorii
Dodano

Kościół nie ma swojej partii politycznej- podkreśla przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w tekście napisanym specjalnie dla „Do Rzeczy”. Nie znaczy to jednak, że ludzie wierzący mają się trzymać z dala od polityki czy nie chodzić głosować. Poniżej publikujemy jego fragmenty, całość dostępna w najnowszym wydaniu tygodnika.

- Ojciec Święty Franciszek przypomniał ostatnio nam wszystkim, że starań, aby były one dobre. Oznacza to, dobry katolik miesza się do polityki i nie może umywać rąk, mówiąc: „Ja nie mam z tym nic wspólnego, to oni rządzą”. Przeciwnie, każdy z nas jest odpowiedzialny za rządy i musi dołożyć wszelkich starań, aby były one dobre. Oznacza to, ze wszyscy musimy czynnie uczestniczyć w życiu politycznym.

Dynamika życia politycznego na polskim aeropagu medialnym ujawniła ostatnio preferencje i upodobania, ale może warto odejść nieco od zastępczych, choć „apetycznych” tematów, aby ożywić odpowiedzialne zainteresowania sprawami, które na dłużej wyznaczą niebawem rytmy naszego życia.

Już za kilka miesięcy, wiosną 2014 r., w Polsce zacznie się ciąg wyborów, które zakończą się jesienią 2015 r. Wszyscy będziemy świadkami kampanii reklamowych partii politycznych. Kampanie te będą przedstawiały uproszczone i często nierealne wizje przyszłości naszej ojczyzny.

Mam nadzieję, że jednym z ich skutków nie będzie dalsze pogłębianie się podziałów i wrogości między współobywatelami. Wielu z nas – a powinni wszyscy obywatele, w tym także katolicy – weźmie udział w tych licznych wyborach. Jednak nim zacznie się ten gorący politycznie czas, warto sobie przypomnieć sześć podstawowych zasad odnośnie do polityki, o jakich katolicy nie powinni zapominać w dzisiejszej rzeczywistości.

Nie jest zadaniem biskupów ani księży wskazywanie na konkretne ugrupowania polityczne, na które należy głosować, a na które nie można. Święty Augustyn, jeden ze współtwórców naszej cywilizacji, mówił, że my, chrześcijanie, jesteśmy „w sprawach podstawowych jednomyślni, w mniej ważnych wolni, we wszystkim miłujący”. Czym innym jest jednak moralna ocena działań polityków, a czym innym dążenie do zdobycia władzy. Kościół nie dąży do zdobycia władzy, ale ma prawo i obowiązek wskazywać na wartości moralne, jakimi powinni kierować się politycy i wyborcy.

Trzeba podkreślić, że żadna partia nie ma prawa używania w nazwie określenia „katolicka”. Żadna z partii nie została naznaczona jako reprezentująca Kościół, jako ta, na którą katolicy są zobowiązani głosować. Sam z wdzięcznością przyjmuję decyzje różnych partii politycznych, które w swoim programie umieszczają wartości chrześcijańskie, które chcą się kierować prawdziwym dobrem naszego narodu, które chcą realizować solidarność społeczną. Z wdzięcznością myślę o posłach i senatorach, którzy na przykład stanęli w obronie życia nienarodzonych i małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny albo którzy stają w obronie praw rodziców i dzieci do wychowania zgodnego z ich światopoglądem. Ufam, że i w przyszłości będą tak postępować. Moim zdaniem tacy ludzie są godni zaufania wszystkich wyborców, ponieważ dali dowód, że potrafią zachować szacunek dla etyki.

(…)

Dobro nas wszystkich zależy od konkretnych ludzi, których obdarza się zaufaniem, wybierając ich w demokratycznych wyborach. Dlatego od naszych decyzji, od mojej kartki wyborczej bardzo wiele zależy. Nasza wiara nie jest jakąś intelektualną grą, tylko rzeczą poważną: wspiera każde ludzkie dobro, ale mówi „nie” i musi powiedzieć „nie” każdej władzy politycznej, która próbuje ograniczyć naturalne ludzkie prawa, i każdej władzy, która próbuje na obywatelach eksperymentować w imię różnych ideologii albo pod wpływem agresywnych mniejszoci. Wymagania moralne dotyczą także kandydatów innych religii bądź niewierzących aspirujących do sprawowania funkcji publicznych w państwie, których wolno obdarzyć zaufaniem, jeśli są dobrze do tej misji przygotowani i dają nadzieję na uczciwe jej spełnianie. Nie może być nikomu obojętne, kto i jak w naszym imieniu sprawuje władzę i stanowi prawo. Życie w systemie demokratycznym nakłada na nas wszystkich odpowiedzialność za losy Polski. Z tej odpowiedzialności kiedyś każdy z nas będzie musiał zda sprawę.

Jednak są politycy, którzy mimo solidnego wykształcenia nie respektują godności osoby ludzkiej, nie bronią życia nienarodzonych i małżeństwa jako związku mężczyzny oraz kobiety albo budują swój wizerunek i działania na wrogości wobec Chrystusa i Kościoła. Moim zdaniem nie mogą oni być wybierani przez katolików jako godni zaufania.

(…)

Cały tekst w 40. wydaniu Do Rzeczy.

Czytaj także

 0

Czytaj także