Jeden z żołnierzy, którzy w marcu 2024 r. oddali strzały na granicy polsko-białoruskiej, został postawiony w stan oskarżenia. Śledczy zarzucali mu przekroczenie uprawnień. Wojskowy miał oddać strzały w kierunku nie tylko uzbrojonej w niebezpieczne narzędzia grupy migrantów, ale także znajdujących się w pobliżu funkcjonariuszy Straży Granicznej oraz innych żołnierzy. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Przypomnijmy, że w czerwcu 2024 r. Żandarmeria Wojskowa aresztowała trzech żołnierzy, którzy użyli broni na granicy polsko-białoruskiej. Do incydentu doszło w okolicach miejscowości Dubicze Cerkiewne. To ten sam rejon, w którym polski żołnierz, szeregowy Mateusz Sitek, został śmiertelnie dźgnięty nożem.
Decyzją prokuratora żołnierze zostali zawieszeni w czynnościach służbowych i oddani pod dozór przełożonego wojskowego. Koledzy z jednostki zorganizowali zrzutkę na prawników.
Sąd uniewinnił żołnierza
W środę (27 maja) Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie ogłosił wyrok w sprawie żołnierza oskarżonego o nielegalne użycie broni na granicy z Białorusią. Sąd orzekł, że 25-letni szeregowy Karol S. jest niewinny.
Przed wydaniem wyroku wojskowy tłumaczył, że działał pod presją. Migranci sforsowali bowiem barierę na granicy, używając lewarka i drabin, po czym zaatakowali polskie służby. W ruch poszły kamienie i konary, na co funkcjonariusze zareagowali gazem łzawiącym. Wówczas Karol S. oddał 12 strzałów. Trzy pociski rykoszetowały, reszta przeleciała obok grupy ludzi. Żołnierz przekonywał, że strzelał w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Podkreślił, że krzyczał "Wojsko Polskie, stój!" i działał zgodnie z procedurami.
Prokurator żądał dla oskarżonego kary sześciu miesięcy ograniczenia wolności, nawiązki po 500 zł dla każdego pokrzywdzonego oraz publicznego odczytania wyroku. Obrona natomiast wnosiła o uniewinnienie.
Czytaj też:
Białoruś zamknęła lasy przy granicy z Polską. "Wywieranie presji psychologicznej"
