Mówiąc krótko, po pierwsze, żadnej afery nie było, po drugie, została już „do spodu” rozliczona, można się rozejść.
Do tego wszystkiego, akurat temu wicetrzaskowskiemu, w kompetencjach którego leżał nadzór nad Szpitalem Południowym, dymisji składać nie kazano. Pewnie dlatego, że trzeba stworzyć dobry klimat pod zapowiadane przez premiera na środę dymisje w rządzie. Donald Tusk „wyciągnie konsekwencje, także personalne”, jeśli nie dostanie do środy kompleksowego projektu gruntownej reformy całego systemu usług zdrowotnych, ze szczególnym naciskiem na ograniczenie zarobków lekarzy. Trzeci rok rządzą i nic w tej kwestii nie ruszyli, zajęci „rozliczeniami”, a teraz napiszą projekt w trzy dni – luzik, nie takie już projekty się pisało. Ale jeśli nie napiszą, albo Donald Gromowładny uzna ten projekt za niewystarczający, to polecieć ma, twierdzą wszyscy „kuluarowi” dziennikarze, wcale nie Sobierańska-Grenda, tylko Pełczyńska-Nałęcz.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

