Jarosław Kaczyński wykazał żelazną determinację w ukrócaniu groźby frondy pod wodzą Mateusza Morawieckiego. W odpowiedzi były premier 24 lipca rano ogłosił, że nie chce tworzyć własnej partii, ale też żadnej deklaracji lojalności nie podpisze. Tego samego dnia w południe Kaczyński oświadczył, że podpisania dokumentu odmówiło trzydziestu kilku posłów PiS. Prezes wyraźnie stwierdził: „Jest w jakimś sensie po wszystkim”. Dlaczego tym razem Kaczyński zastosował tak twardą linię?
Wydawało się, że w trakcie ostatniego przesilenia w Prawie i Sprawiedliwości w kwietniu br. Jarosław Kaczyński zaakceptował autonomiczną rolę dla Mateusza Morawieckiego wewnątrz swojej partii. Symbolem tej ugody były słynne słowa prezesa o „dwóch płucach PiS”. Nie było oczywiście jasne, czy te „dwa płuca” to Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki czy też chodzi o dwa stowarzyszenia – Rozwój Plus Morawieckiego i Po Pierwsze Polska założone przez Jacka Sasina i skupiające ponad 100 parlamentarzystów PiS. Ale jakiś kruchy kompromis wydawał się faktem. A jednak 15 lipca Kaczyński dość nieoczekiwanie przeforsował na forum prezydium Komitetu Politycznego PiS uchwałę o likwidacji wszystkich stowarzyszeń wewnątrz partii.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
