Berek jest jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska. Premier, informując o jego odejściu z rządu, nazwał go swoją "prawą ręką". Jeśli były minister zostałby skutecznie wybrany i dopuszczony do orzekania, to obecna większość miałaby 8 z 15 sędziów TK.
Kandydatura Berka budzi kontrowersje nie tylko w szeregach opozycji, ale także wśród koalicjantów, ponieważ obecna władza obiecywała przed wyborami "odpolitycznienie" wymiaru sprawiedliwości, w tym Trybunału Konstytucyjnego.
"Miejcie do mnie pretensje". Tusk reaguje na krytykę
– Biorę na siebie odpowiedzialność za to, że niektórzy mogą czuć się i czują się rozczarowani, bo przecież byłych ministrów miało nie być. Ja rozumiem tę zasadę, sam jestem do niej przekonany – mówił Tusk na konferencji prasowej 13 sierpnia. Jak dodał, wyraził "warunkową zgodę" na odejście Berka z rządu i jego kandydowanie do TK.
Jednocześnie zaapelował o poparcie jego kandydatury. – Miejcie do mnie pretensje, ale pomóżcie nam uzdrowić sytuację w Trybunale. I to jest kwestia najbliższych tygodni. Musimy to zrobić i ja się nie cofnę – oświadczył premier.
![]()
Berek kandydatem do TK. Czy będzie większość w Sejmie?
Głosowanie w Sejmie nad kandydaturą Berka odbędzie się w piątek (4 września). Wynik nie jest przesądzony, bo część parlamentarzystów koalicji rządzącej nie chce poprzeć polityka KO, powołując się na przedwyborcze obietnice dotyczące "odpolitycznienia" Trybunału Konstytucyjnego.
Berek, jeśli zostanie wybrany, będzie musiał złożyć ślubowanie w obecności prezydenta Karola Nawrockiego, który nie odebrał przyrzeczenia od czterech sędziów wybranych do Trybunału przez Sejm w marcu br. Nie zostali oni dopuszczeni do orzekania przez prezesa TK Bogdana Święczkowskiego.
Czytaj też:
Prezydent zdecydował ws. Macieja Berka. Opublikowano postanowienie
