Urzędnicy z MON tłumaczą, że jednym z priorytetów resortu jest wzrost liczebności polskich Sił Zbrojnych, a działania informacyjno-promocyjne wspierają rekrutację.
Ministerstwo zaznaczyło również, że kwota przeznaczana na upominki dotyczy "całej grupy zakupowej". Mieszczą się w niej wszelkie upominki z logo MON i bez, materiały promocyjne, monety okolicznościowe czy medale. Wcześniej te wydatki miały być rozproszone.
Rozgłośnia RMF FM porównała wydatki z ostatnich lat. Po zsumowaniu wszystkich kosztów związanych z promocją, w 2025 r. było to 2,2 mln zł, a dwa i trzy lata temu – 160 tys. zł. Jedynie w 2019 r. pula środków przeznaczonych na ten cel przekroczyła 3 mln zł.
MON zamówiło 2 tys. pluszaków
To nie pierwsze zaskakujące doniesienia o wydatkach w MON, które pojawiły się w ostatnich dniach. Jak poinformowała "Rzeczpospolita", resort obrony narodowej zamówił 2 tys. pluszowych misiów.
W opisie zamówienia wskazano, że pluszaki mają być brązowe, mieć okrągłe, haftowane oczy, brązowe nosy, kremowe pyszczki z zarysowanym uśmiechem i być ubrane w bluzy z kieszeniami i pagonami, spodnie w kolorze moro oraz zielone berety. Miś ma być "wykonany z miękkiego pluszu, przyjemny w dotyku, a jego strój ma być przyszyty na stałe do futra".
Ogłoszenie w sprawie pluszaków MON zamieściło w grudniu ubiegłego roku. Oferty zbierano do połowy stycznia. Na początku lutego wybrano dostawcę zabawek – to firma z Warszawy, która dostarczy misie za 46,5 tys. zł. Oznacza to, że koszt jednej maskotki wyniesie 23 zł.
Co ciekawe, gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość, politycy obecnej koalicji rządzącej krytykowali takie działania. – Miś to symbol MON i całego rządu PiS, a jego prototypem jest Bartłomiej Misiewicz. Nic dziwnego, że teraz ministerstwo będzie takie "Misie Pisie" rozdawać jako swój gadżet – oburzał się Krzysztof Brejza z Koalicji Obywatelskiej. – Te misie staną się symbolem obecności Bartłomieja Misiewicza w MON. Każdy, kto chciałby zapomnieć ten żenujący spektakl, jaki były już rzecznik MON zafundował Polakom, będzie mógł spojrzeć na jednego z tych 1,2 tys. misiów i przeżyć to jeszcze raz – mówił inny polityk KO, Borys Budka. Niektóre media pisały nawet wówczas o "misiowej aferze".
Czytaj też:
Ranking zaufania do polityków. Nawrockiemu rośnie nowy rywal?Czytaj też:
Już nie tylko "plan B"? "Nowe pomysły na to, jak obejść weto prezydenta"
