W PiS trwa konflikt wewnętrzny. Frakcja związana ze Zbigniewem Ziobrą weszła w spór z wieloletnimi działaczami partii, co było widoczne m.in. w słownej wymianie zdań między Ryszardem Terleckim a Sebastianem Kaletą. Dodatkowo własną wizję rozwoju formacji ma były premier Mateusz Morawiecki. – Morawiecki ogłosił się kandydatem na premiera i działa tak, jakby faktycznie nim był. To rozjusza ludzi. Polacy nie zaufają przecież PiS-owi z jego twarzą. Ludzie wiedzą, że to on wprowadzał Zielony Ład, czy ustalał kamienie milowe w ramach KPO – twierdzi rozmówca portalu zero.pl.
Źródła donoszą, że najpóźniej do końca marca ma zostać przedstawiony kandydat PiS na premiera. "Do tej pory wydawało się, że największe szanse na wskazanie prezesa mają Tobiasz Bocheński i Zbigniew Bogucki, ale coraz częściej słyszymy o innym, nieoczywistym, jak przed rokiem Karol Nawrocki, rozwiązaniu. Bocheński ma w partii zbyt wielu wrogów, a dla Boguckiego opuszczenie pałacu dla roli 'bezrobotnego kandydata na premiera' wydaje się bardzo wątpliwym interesem. Patrząc na to, jak wyglądają prace nad programem, można odnieść wrażenie, że na ten moment górą w partyjnym starciu są jednak maślarze" – czytamy. "Maślarze" to frakcja skupiona wokół europosła Bocheńskiego.
Słabnący Kaczyński
– Nie wiem, czy będziemy mogli podpisać się pod nowym programem PiS jako potencjalni kandydaci tej partii. To przeciwna frakcja ma zdecydowanie większy wpływ na jego powstawanie – mówi polityk kojarzony z Morawieckim. Jak dodaje, obecny konflikt wymyka się spod kontroli z powodu słabnącej pozycji prezesa Jarosława Kaczyńskiego. – Pierwsza próba łatania tego wszystkiego miała miejsce miesiąc temu, widać teraz jak wyszło. Jeżeli ludzie lekceważą jawnie apele Kaczyńskiego, o czymś to świadczy. Coraz mniej poważnie traktuje rozstrzygnięcia prezesa, widząc, że jego polityczna siła zwyczajnie się wyczerpuje – wskazuje rozmówca.
"Wśród rozmówców nie ma wiary w to, że Jarosławowi Kaczyńskiemu jednym ruchem uda się zakończyć wewnętrzny spór, tym bardziej, że wbrew oczekiwaniom, w poniedziałek nie ukarał przykładnie przedstawicieli jednej i drugiej frakcji, mimo że zabierali głos już po przywołanym apelu. Szczególnie politycy PiS, którzy nie zapisali się do żadnego z obozów, liczyli na twardą rękę prezesa, a zamiast tego usłyszeli o mediach, które – jak mówił Kaczyński – zupełnie niepotrzebnie zajmują się incydentami w jego partii" – opisuje zero.pl.
Czytaj też:
Niepewna przyszłość Kurskiego. "W ostatniej chwili przekonał prezesa"
