– Warto sobie uświadomić, że w budżecie nad którym pracujemy, jest zawarty projekt, na który czekało kilka milionów Polek i Polaków: zmiana skali podatkowej PIT – mówił premier we wtorek (29 września) podczas otwartej części posiedzenia rządu.
Dodał, że "jeśli prezydent podpisze ustawę, to podniesiemy kwotę pierwszego progu do 130 tys. zł rocznie i wprowadzimy pośrednią stawkę 24 proc. dla dochodów między 130 tys. a 150 tys. zł rocznie".
Premier: Na zamianach podatkowych skorzysta 3,5 mln Polaków
Jak tłumaczył szef rządu, proponowane zmiany oznaczają, że liczba podatników płacących 32 proc. podatku PIT, spadnie z 14 proc. do 7 proc. – Na tych zmianach skorzysta 3,5 mln Polek i Polaków – przekonywał.
Tusk argumentował, że "biorąc pod uwagę obowiązki państwa wynikające z potrzeb obronnych i rosnących wydatków na zdrowie, szukaliśmy odpowiedzialnych rozwiązań i to co proponujemy jest możliwe na ten czas".
Wyjaśnił, że proponowane zmiany podatkowe mają "same się sfinansować", poprzez podniesienie CIT dla największych i najbogatszych firm.
Tusk: Liczę na podpis prezydenta, chyba że jestem naiwny
– Na koniec potrzebny jest podpis prezydenta. Nie chcę znęcać się nad decyzjami pana prezydenta każdego dnia, choć powodów jest aż nadto, ale nie mogę nie zauważyć, że tak jak w przypadku CPN, gdzie upór Pałacu Prezydenckiego będzie kosztować ludzi kolejne tygodnie bardzo wysokich cen na stacjach benzynowych, jeśli nie dostaniemy tego podpisu (...) słyszę, że nie wszystkim tam podoba się idea, aby ludzie płacili trochę niższe podatki – przekonywał premier.
– Bardzo bym chciał, żeby decyzje prezydenta służyły ludziom. Nie mam złudzeń, co do stosunku prezydenta do rządu, ale ludzie nie mogą za to płacić. Bardzo liczę na to, że efektywne obniżenie podatków dla 3,5 mln ludzi, jest wystarczającym argumentem, aby podpis prezydenta znalazł się pod tą ustawą. Bardzo na to liczę, chyba że jestem naiwny – zakończył Tusk.
Czytaj też:
Tusk do Nawrockiego: "Prezydencie, podpisuj". Jest odpowiedź z Pałacu
