"Właśnie rozpoczął się proces w trybie wyborczym. Pozywa komitet mojej kontrkandydatki. Można mieć jednak podejrzenia, że głównym powodem pozwu może być chęć wywarcia presji na radnych, którzy rozważali bycie konstruktywną opozycją i współpracę nad dobrymi dla Krakowa projektami. Że może chodzić o to, by decyzję o tym, który projekt jest dla Krakowa dobry, podejmowała partyjna władza, a nie radni w swoich sumieniach" – napisał w piątek na platformie X Łukasz Gibała, kandydat na prezydenta Krakowa.
Pozew złożony w trybie wyborczym dotyczy wypowiedzi lidera stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców na temat ewentualnej współpracy z radnymi Koalicji Obywatelskiej w przypadku jego wygranej w drugiej turze wyborów na prezydenta miasta.
Gibała oznajmił, że zgłosiło się do niego sześcioro radnych KO, którzy twierdzą, że są "otwarci na rozmowy". – Że nie podobało im się to, co robił Aleksander Miszalski, i że jeśli wygram wybory, to są gdzieś tam otwarci na jakąś współpracę – mówił kandydat w poniedziałek na antenie RMF FM. Radni Koalicji Obywatelskiej domagają się sprostowania tych słów.
Gibała nie ujawni nazwisk radnych KO
"Prawda jest taka i trzeba to jasno powiedzieć, że najprostszym sposobem, abym wyszedł dziś obronną ręką z tego procesu jest sytuacja, w której ujawniam nazwiska radnych, którzy wyrazili wolę współpracy w dobrych dla mieszkańców Krakowa sprawach" – oświadczył Łukasz Gibała.
"Doszedłem do wniosku, że nie mogę nadużywać zaufania radnych Koalicji, którzy chcą współpracować, jeśli zostanę wybrany na urząd prezydenta. Są w życiu takie sytuacje, że trzeba – jak to się mówi – wziąć to na klatę i iść dalej. Nie zdradzę ich nazwisk, bo wiem, w jak trudnej sytuacji bym ich postawił" – zaznaczył.
"Umiejętność dotrzymania tajemnicy i bycie fair to wartości jakie są dziś potrzebne w przestrzeni publicznej, nawet jeśli trzeba za nie płacić pewną cenę. Ja ją zapłacę, ale zaufania nie zawiodę. Ani ich, ani nikogo innego" – skwitował.
Czytaj też:
Co z debatą w Krakowie? Jest już data, nie ma porozumienia ws. formuły
