Tomaszewski: Przyszłością Europy jest Europa ojczyzn

Tomaszewski: Przyszłością Europy jest Europa ojczyzn

Dodano: 13
Waldemar Tomaszewski przemawia z trybuny PE podczas debaty o przyszłości Europy
Waldemar Tomaszewski przemawia z trybuny PE podczas debaty o przyszłości Europy
W Unii Europejskiej, za sprawą nie do końca przemyślanych propozycji kolejnych już zmian traktatów, rozgorzała dyskusja nad przegłosowanym na ostatniej sesji Europarlamentu sprawozdaniem zachęcającym do traktatowych zmian – pisze na łamach DoRzeczy.pl europoseł Waldemar Tomaszewski.

Nasuwa się jednak pytanie czy są one w ogóle potrzebne, uważam, że nie. Bo gdyby przyjęto w przyszłości zawarte w sprawozdaniu zmiany w traktatach unijnych, to straciłyby na tym prawie wszystkie państwa członkowskie z wyjątkiem tych największych, zwłaszcza Niemiec, a środek ciężkości podejmowanych decyzji w kluczowych dla funkcjonowania państw i ich obywateli sprawach przesunąłby się do Brukseli. A nie o to przecież chodziło na początku powstania Wspólnoty Europejskiej, która miała być organizacją współpracujących ze sobą suwerennych narodów.

Traktat paryski

Proces współpracy pomiędzy państwami europejskimi, który zapoczątkował integrację europejską, rozpoczął się wraz z utworzeniem Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, którą utworzyły Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, RFN oraz Włochy. Zwieńczeniem tej decyzji był Traktat paryski, który wszedł w życie w 1952 roku. Na początku celem była współpraca gospodarcza i otwarcie granic, swobodny przepływ ludzi i kapitału, a budowana wspólnota państw miała opierać się na pokojowej powojennej wizji Roberta Schumana, czyli współpracy suwerennych państw w oparciu o wartości chrześcijańskie. O upolitycznieniu procesu integracji nie było mowy. Przynajmniej do czasu, gdy marsz przez unijne instytucje rozpoczęli neomarksiści i liberałowie, którzy odrzucając chrześcijański fundament rozpoczęli próbę zbudowania czegoś na wzór internacjonalistycznej federacji. Z biegiem czasu pojawiły się kolejne traktaty.

Traktaty rzymskie

Do dzisiaj było pięć głównych traktatów, oprócz wspomnianego Traktatu paryskiego, kolejnym były Traktaty rzymskie podpisane w 1957 roku. Powoływały do życia Europejską Wspólnotę Gospodarczą, w skrócie EWG. Głównym celem Traktatów rzymskich było utworzenie europejskiego wspólnego rynku i wspólnoty energii atomowej. Na ich podstawie powołano również: Europejskie Zgromadzenie Parlamentarne, Europejski Fundusz Społeczny, Europejski Bank Inwestycyjny, Komisję Europejską i Radę Ministrów (złożoną z przedstawicieli rządów narodowych). EWG wprowadziła w 1985 roku Układ z Schengen znoszący kontrole na granicach wewnętrznych państw sygnatariuszy.

Traktat z Maastricht

Następnie w 1992 roku podpisany został Traktat z Maastricht, który stworzył pierwszy raz prawną możliwość integracji politycznej. Zmienił nazwę EWG w Unię Europejską. W Traktacie z Maastricht znacznie rozszerzono zakres wspólnej polityki gospodarczej i opracowano harmonogram wprowadzenia unii gospodarczej i walutowej, jej efektem było wprowadzanie wspólnej waluty euro od 1999 r.

Traktat nicejski

Poprzednie ramy współpracy europejskiej doprecyzował podpisany w 2001 roku Traktat nicejski, wszedł w życie w 2003 roku. Był on pomyślany przede wszystkim jako mający zreformować Unię Europejską, by mogła sprawnie działać po przyjęciu 10 nowych krajów z Europy Środkowej i Południowej. W tym gronie znalazły się między innymi Litwa i Polska. Traktat sprawił, że Komisja Europejska miała składać się z liczby komisarzy równej liczbie krajów członkowskich.

Traktat lizboński

Rewolucyjne zmiany nastąpiły wraz z kontrowersyjnym Traktatem lizbońskim, który wszedł w życie w grudniu 2009 roku. Zmienił on całkowicie reguły i funkcjonowanie Wspólnoty. Nadał Unii Europejskiej osobność prawną taką jak mają państwa i Unia stała się pełnoprawnym podmiotem prawa międzynarodowego. Traktat w sprytny sposób zastąpił Konstytucję dla Europy, która została odrzucona w referendach we Francji i Holandii. Traktat jest prawie taki sam jak Konstytucja, jednakże wykreślono w nim jedynie pierwszy rozdział, który nadawał Unii symbole państwowości, czyli godło, hymn, flagę. W ten sposób pod zmienioną nazwa wszedł w życie. Traktat lizboński rozszerzył i umocnił instytucje unijne, osłabiając jednocześnie kraje członkowskie. Wprowadził wyłączne kompetencje Unii w następujących obszarach: rynek wewnętrzny, unia celna, polityka monetarna krajów, które przyjęły walutę euro, zasoby morskie i polityka rybołówstwa, wspólna polityka handlowa. Tak oto Unia coraz bardziej zaczęła oddalać się od idei tzw. ojców założycieli wspólnoty, zatracając powoli swój pierwotny charakter Europy ojczyzn.

Rezolucja PE i proponowane zmiany traktatów

Na ostatniej sesji w Strasburgu Parlament Europejski przyjął większością zaledwie 17 głosów rezolucję i opowiedział się za kolejną zmianą traktatów unijnych. W głosowaniu 291 europosłów było za propozycjami zmian, 274 przeciw, a 44 wstrzymało się od głosu. 12 grudnia 2023 roku dokument trafi pod obrady Rady ministrów ds. europejskich. Według prezydencji hiszpańskiej, jest wystarczająca większość, żeby przekazać to dalej Radzie Europejskiej, która zwykłą większością głosów ma zwołać Konwent ds. zmian traktatów. Oto co zawierają propozycje kontrowersyjnych zmian:

• usunięcie weta, które wprowadził do traktatów jeszcze prezydent Francji Charles de Gaulle, aby chronić interes państw narodowych przed dominacją przede wszystkim Niemiec. Obecnie główne zmiany zapisane w dokumencie to rezygnacja z zasady jednomyślności w głosowaniach w Radzie UE w wielu obszarach i przeniesienie kompetencji z poziomu państw członkowskich na poziom UE

• utworzenie nowych kompetencji wyłącznych UE w zakresie:

ochrony środowiska oraz bioróżnorodności + potwierdzenie wyłącznych kompetencji Unii, które zawarto w Traktacie lizbońskim, czyli rynek wewnętrzny, unia celna, polityka monetarna krajów, które przyjęły walutę euro, zasoby morskie i polityka rybołówstwa, wspólna polityka handlowa

Rozszerzenie kompetencji Unii w siedmiu obszarach

W europarlamentarnym sprawozdaniu zawarto również znaczne rozszerzenie kompetencji współdzielonych Unii, które obejmowałyby siedem nowych obszarów: politykę zagraniczną, politykę bezpieczeństwa, ochronę granic, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację. Gdyby w przyszłości te proponowane zmiany w traktatach wcielono w życie, to oznaczałoby likwidację państw narodowych i stworzenie superpaństwa unijnego zarządzanego przez Niemcy przy użyciu biurokratycznych instytucji brukselskich. Nie za takimi rozwiązaniami i nie za taką Unią głosowaliśmy na Litwie w referendum akcesyjnym w 2003 roku. Umawialiśmy się na coś innego. Wstępowaliśmy do Wspólnoty Europejskiej jako organizacji międzynarodowej współpracujących ze sobą wolnych narodów i suwerennych państw, gdzie wszystkie kraje miały być równe sobie, a instytucje unijne miały wspierać państwa i ich obywateli w rozwoju gospodarczym. A wszystko na zasadzie pomocniczości. Propozycje niebezpiecznych dla suwerenności zmian traktatów to swoista karykatura umowy akcesyjnej i integracji.

Zdrada woli obywateli Europy

Treść przegłosowanego dokumentu to zdrada woli obywateli Europy, w tym mieszkańców Litwy, wyrażonej w referendum w 2003 roku. To zawłaszczenie większości kompetencji należących do państw i narzucanie ludziom decyzji niezgodnych z ich wolą i światem wartości. Centralizację i ujednolicanie wszystkiego przerabialiśmy już w minionej epoce w czasach komunizmu. Nie ma zatem sensu wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Siedem kolejnych nowych kompetencji dla Unii jest dużo. Choć jeśli chodzi o obronę granic, politykę bezpieczeństwa i obronę cywilną, to jeszcze można się po części zgodzić z niektórymi argumentami zwolenników zmian, ale przekazanie Brukseli prowadzenia polityki zagranicznej jest pozbawieniem suwerenności. Prowadzenie polityki zagranicznej jest jednym z głównych filarów niezależnego państwa. Zmiany traktatowe dla Litwy, Polski, Węgier czy innych państw oznaczałoby likwidację urzędu ministra spraw zagranicznych, ministrowie tych resortów staliby się faktycznie zaledwie doradcami unijnych urzędników. Oddanie zaś spraw związanych z przemysłem oznaczałoby brak możliwości samodzielnego decydowania przez państwa o powstawaniu nowych zakładów przemysłowych. Albo kto decydowałby o zamykaniu np. stoczni w Polsce, Bruksela pod naciskiem Berlina, aby zlikwidować konkurencję?

Kolejna kwestia to zdrowie publiczne, którym ma zarządzać Unia. Gdyby chodziło o jednolity system ochrony zdrowia, to byłaby całkiem inna sprawa, z którą można by się było zgodzić, ale im chodzi o narzucenie polityki dotyczącej zdrowia publicznego. O tym jak narzucanie z zewnątrz takiej polityki działa przekonaliśmy się podczas pandemii, gdy niekontrolowane koncerny wprowadzały na rynek szczepionki bez koniecznych pełnych badań klinicznych dotyczących skutków ubocznych. Poprzez międzynarodowe nakazy i sterowanie naszym zdrowiem dużo ludzi zmarło, a wiele osób cierpi teraz z powodu skutków ubocznych szczepionek, wywołujących na przykład zakrzepice i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Już raz międzynarodowi biurokraci, w tym unijni, zrobili sobie z nas jeden wielki eksperyment, nie chcemy kolejnego. Pewniej dla nas, jeżeli polityka zdrowia społecznego zostanie w kompetencjach krajowych.

Jednak bulwersuje najbardziej chęć zawładnięcia edukacją naszych dzieci przez Unię. Te propozycje zmian traktatowych są nie do przyjęcia, bo to jak wygląda edukacja w wykonaniu unijnym widzimy aż nadto dobrze w krajach zachodnich. Siłowe narzucanie ideologii gender i LGBT w szkołach to dla unijnych urzędników norma. To rodzice w danym kraju muszą mieć zapewnione prawo do wychowywania swoich dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami i światopoglądem. Przejęcie przez Unię edukacji oznaczać będzie walkę z naszą tradycją i chrześcijańskim światem wartości. Próbkę tego jak może to wyglądać mieliśmy już na Litwie w czasach ministra oświaty Steponavičiusa, gdy w przedszkolach nachalnie promowano ideologię gender na przykładzie „dwóch królewiczów”. Dzięki protestom rodziców skutecznie zatrzymano deprawowanie i gorszenie najmłodszych dzieci. Za takich „postępowców” dziękujemy.

Jak głosowali posłowie reprezentujący poszczególne kraje

Wracając do rezolucji PE, która zachęca do zmian w traktatach unijnych sprowadzających państwa członkowskie do roli landów, w praktyce zarządzanych centralnie z Brukseli, spójrzmy, jak głosowali posłowie reprezentujący poszczególne kraje. Głosowanie pokazało, że zwolennikom centralizacji i superpaństwa unijnego nie będzie na szczęście tak łatwo wprowadzić zmiany w życie. Te szkodliwe pomysły można było zatrzymać już na etapie głosowania w PE, bo rezolucja przeszła większością 17 głosów: 291 europosłów było za propozycjami zmian, 274 przeciw, a 44 wstrzymało się od głosu. Niestety, w PE głosy wstrzymujące nie liczą się tak jak na Litwie. Przy takich proporcjach głosów na Litwie rezolucja nie przeszłaby, gdyż suma głosów przeciw i wstrzymujących się jest większa od głosów za. Ale w Unii jest inaczej i wystarczy zwykła większość.

Do odrzucenia fatalnego dokumentu zabrakło niewiele. Dlatego szczególnie boli, że z litewskich europosłów 5 było za (Jukneviciene, Maldeikiene, Austrevicius, Blinkeviciute, Olekas), 3 wstrzymało się (Kubilius, Mazylis, Rope) i tylko my dwoje z Uspaskichem głosowaliśmy przeciw. A patrząc na głosowanie poszczególnych państw widać, że rezolucja nie była reprezentatywna i to daje nutkę optymizmu. Posłowie z 13 krajów w większości nie poparli tej rezolucji, natomiast posłowie z kolejnych 13 byli za, to swoisty remis w ilości krajów, gdyż posłowie z Finlandii zagłosowali tak: za 6, przeciw 6. Owszem rezolucja niestety przeszła, gdyż większość europosłów ją poparła, ale tak naprawdę o tym zadecydowali Niemcy, ponieważ aż 64 z nich było za, 11 przeciw, a 3 się wstrzymało. Skoro więc różnica w głosowaniu wyniosła 17 głosów, to sami Niemcy dali przewagę. Co ciekawe Włosi podzielili się prawie po połowie, gdyż 37 było za, a 34 przeciw. Jedynie małe państwo Luksemburg w całości poparło tę rezolucję (za 5 głosów), ale to raczej wynika z ich przywiązania do tego, że część instytucji unijnych ma tam swoje siedziby.

A jak zagłosowali europosłowie z naszego regionu i innych krajów? Polska 9 za/38 przeciw, Węgry 4 za/10 przeciw, Szwecja 1 za/15 przeciw. Bardzo pryncypialnie zagłosowali Irlandczycy: 0 za/11 przeciw. Przeciw rezolucji w większości głosowali ponadto Chorwaci, Czesi, Duńczycy, Cypryjczycy, Holendrzy, Rumuni, Słowacy, Maltańczycy i Łotysze. Dlatego trudno uwierzyć, że większość Litwinów zagłosowała za tą szkodliwą dla suwerenności państw rezolucją, zwłaszcza, że niektórzy z nich mówią tyle o przynależności do partii patriotycznej. „Po czynach ich poznacie…”

Jest nadzieja

Ta głębsza analiza głosowania daje jednak nadzieję, że na kolejnych etapach procedowania propozycje zmian w traktatach nie przejdą, a raczej na pewno zostaną odrzucone podczas ewentualnej ratyfikacji, ponieważ wszystkie państwa bez wyjątku muszą takie zmiany zatwierdzić. A jak pokazało głosowanie w Parlamencie Europejskim, europosłowie z aż 13 krajów w większości głosowali przeciw propozycji wprowadzenia nowego traktatu unijnego, który zamiast państw narodowych stworzyłby ponadnarodową federację w postaci superpaństwa. Jest nadzieja, że Niemcom nie uda się namówić wszystkich państw na taki scenariusz, który tylko dla nich byłby korzystny. Przyszłością naszego kontynentu jest Europa ojczyzn z niezależną Polską i Litwą oraz suwerennymi narodami Europy.

Waldemar Tomaszewski, poseł do Parlamentu Europejskiego
Przewodniczący Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin

Czytaj także