X czyli Y. O co chodzi Trumpowi
  • Ryszard CzarneckiAutor:Ryszard Czarnecki

X czyli Y. O co chodzi Trumpowi

Dodano: 
Donald Trump, prezydent USA
Donald Trump, prezydent USA Źródło: Wikimedia Commons
"To nie jest tak kochanie, jak myślisz" – te słowa mężów/żon, które miliony razy wybrzmiewały w rozmowach małżeństw pod każdą szerokością geograficzną, pasują, paradoksalnie bądź nie, do... polityki międzynarodowej. Tak, dokładnie tak!

Gdy twoja kobieta zarzuca ci to czy tamto, to w gruncie rzeczy może jej chodzić zupełnie o coś innego. Identycznie, jak w polityce zagranicznej.

Przejdźmy do przykładów i konkretów. Jeśli Donald Trump mówi o wojnie Rosji z Ukrainą i sytuacji w Europie Wschodniej, to wcale tak naprawdę nie musi myśleć o Moskwie czy Kijowie, tylko o... Chinach! Jeżeli prezydent USA uważa – a tak głosił to dotychczas – że największym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych Ameryki jest Chińska Republika Ludowa, to próby dogadania się z Federacją Rosyjską mogą służyć zerwaniu (plan maximum) albo przynajmniej osłabieniu (to plan minimum) sojuszu Moskwy i Pekinu.

Jeśli analizuję to poprawnie, to Donald Trump wkłada kapelusz prezydenta Richarda Nixona, za którego kadencji Biały Dom dokonał niespodziewanego zbliżenia z ChRL. Służyć temu miały mecze tenisa stołowego reprezentacji kapitalistycznych USA i komunistycznych Chin Ludowych. Duet Nixon-Kissinger (sekretarz stanu w gabinecie Richarda Nixona) poprzez "dyplomacje pingpongową" chciał zamrozić czy przynajmniej nadwątlić relacje sowiecko-chińskie. Wtedy Nixon uznał, że warto dogadać się z jednym komunistycznym diabłem przeciwko drugiemu komunistycznemu diabłowi.

Dziś, też republikański prezydent – Trump uważa, że należy rozbić sojusz dyktatorów i dogadać się z jednym, jeśli nawet nie napuszczając go na drugiego to od tego drugiego izolując.

Jako historyk stwierdzam, że wtedy, przed 44 laty Amerykanom było nieco łatwiej niż teraz, bo relacje Moskwa-Pekin nie były specjalnie idylliczne: po prostu Chiny Mao Tse-Tunga (Mao Dze Donga) nie chciały podporządkować się Związkowi Sowieckiemu Stalina i jego następców, inaczej niż pozostałe państwa bloku socjalistycznego czy też bloku "Krajów Demokracji Ludowej". Dochodziło wręcz do starć zbrojnych na granicy sowiecko-chińskiej.

My, Polacy powinniśmy to wiedzieć, ponieważ to właśnie u nas, w Warszawie doszło do negocjacji chińsko-sowieckich w 1956 roku.

Tak samo, gdy Trump mówi o wyrzuceniu Palestyńczyków ze Strefy Gazy i objęciu amerykańskim protektoratem tego, jakże zapalnego terytorium – to moim zdaniem nie myśli o ojczyźnie Jasera Arafata tylko o... Iranie! Zaś Palestyna jest dla nowej administracji USA tylko kartą w grze o dużo większe interesy z Teheranem.

Czytaj też:
Bliski Wschód według Trumpa


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także