100 tys. subskrybentów kanału "Do Rzeczy"! Szlachtowicz: Chcę przebijać bańki

100 tys. subskrybentów kanału "Do Rzeczy"! Szlachtowicz: Chcę przebijać bańki

Dodano: 
Media społecznościowe. Zdjęcie ilustracyjne
Media społecznościowe. Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Chciałbym szukać złotego środka w szeroko rozumianym świecie konserwatywnym, by pogodzić wszystkich na jednej antenie. Myślę, że tygodnik "Do Rzeczy" i portal DoRzeczy.pl już są takimi miejscami, a teraz czas na kanał YouTube – mówi DoRzeczy.pl Piotr Szlachtowicz, który prowadzi kanał YouTube "Do Rzeczy".

DoRzeczy.pl: Nasz kanał na YouTube osiągnął 100 tys. subskrypcji. Warto dodać, że w rzeczywistości wystartowaliśmy w grudniu ub. roku. Jak oceniasz ostatnie miesiące?

Piotr Szlachtowicz: Po pierwsze, bardzo się cieszę, że udało nam się przekroczyć poziom 100 tys. subskrypcji. Z tego miejsca chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim naszym widzom i subskrybentom. Odbieram to jako dowód zaufania z ich strony. Od dawna pracuję w internecie i wielokrotnie robiłem duże zasięgi, więc na początku trudno było mi się przyzwyczaić do tego, że to będzie ciężka robota, bo była. Jednak przy tak dużej konkurencji ze strony innych redakcji, kanałów, ale i pojedynczych twórców, 100 tys. subskrypcji po kilku miesiącach to świetny wynik.

Co dalej? Jaki masz plan na kolejne miesiące?

Chciałbym szukać złotego środka w szeroko rozumianym świecie konserwatywnym, by pogodzić wszystkich na jednej antenie. Myślę, że tygodnik "Do Rzeczy" i portal DoRzeczy.pl już są takimi miejscami, a teraz czas na nasz kanał YouTube. Fajnie byłoby, gdyby konserwatywni publicyści i środowiska występowali na naszym kanale. Możemy się ze sobą nie zgadzać, czy mieć różne spojrzenia, ale dobrze byłoby rozmawiać. Nasz kanał ma nie być kolejną bańką. Chcę iść bardzo szeroko konserwatywną ścieżką. Jeśli mamy zrobić coś dobrego w Polsce, to upatruję tego po naszej stronie. Moim celem jest więc stopniowe poszerzanie widowni i przebijanie kolejnych baniek.

Wydaje się, że media stają się coraz bardziej tożsamościowe, czyli zaangażowane politycznie. Internet to przede wszystkim emocje. Nasuwa się więc pytanie, czy jest w nim przestrzeń na dystans i chłodną analizę?

Uważam, że jest, a nawet więcej – są one niezbędne. Nie każde zaangażowanie polityczne musi być dobre. Mamy wojnę między PO i PiS od 30 lat i czy coś dobrego przyniosło to Polsce? Jest mnóstwo ludzi, która jest tym zmęczona. Sam często nie mogę na to patrzeć. Niedawno opadły mi ręce, gdy usłyszałem, że Karol Nawrocki wygrał wybory wyłącznie dzięki PiS. No nie. Pewne rzeczy się wydarzyły, bo szeroko rozumiana prawica się zjednoczyła.

Przez długi czas domknięcie systemu wydawało się jednak realne. Jak oceniasz obecny stan wolności słowa? Mamy ją, czy niekoniecznie?

Gdyby system się domknął, to nie mam wątpliwości, że część mediów, w tym "Do Rzeczy" zostałaby zaatakowana, a być może i zamknięta. Na razie tego nie mogą zrobić, bo obóz konserwatywny się zjednoczony. Gdyby jednak Rafał Trzaskowski wygrał wybory, to kolejne portale by znikały. W mojej ocenie w Polsce nie ma wolności słowa sensu stricte. Teoretycznie w konstytucji mamy zapisany brak cenzury, ale doskonale wiemy, jak jest naprawdę. Przy tym trzeba też pamiętać, co robiło PiS podczas swoich rządów. Mam na myśli przede wszystkim zamknięcie np. wRealu24, czy Najwyższego Czasu. Ministerstwo Cyfryzacji bardzo mocno wpływa na to, co się dzieje w sieci. Nie mamy pełnej wolności słowa i nie ma się, co oszukiwać. Widzę to też po kanale YT "Do Rzeczy". Nie można mówić o pewnych tematach, czy osobach, bo algorytmy od razu działają. Podczas ostatniego pół roku funkcjonowania kanału były może ze dwa miesiące bez cenzury. Trzeba jednak robić swoje.


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także