Ostatnie sondaże jasno wskazują, że Konfederacja Korony Polskiej jest na fali wznoszącej. Na nowym trendzie tracą natomiast Prawo i Sprawiedliwość oraz ugrupowanie tandemu Bosak-Mentzen. O ile spadek poparcia Konfederacji – w obliczu wzrostu notowań Brauna – jest oczywistym zjawiskiem, tak dość ciekawym procesem jest odpłynięcie pisowskiego elektoratu w kierunku Korony. Oto wyborcy partii śp. Lecha Kaczyńskiego, znanego ze sprzeciwu wobec antysemityzmu i rosyjskiego imperializmu, nagle udzielają wielkiego kredytu zaufania człowiekowi głoszącemu zupełnie odmienne hasła od tragicznie zmarłego prezydenta.
Masy kierują się jednak swoimi własnymi regułami i czasami trudno dopatrywać się w tym procesie jakiejkolwiek logiki. Kluczową rolę odgrywają instynkty stadne, lęki, kompulsywne działania. Właśnie na tych nutach nauczył się grać Grzegorz Braun. Zagospodarował polityczny target, który kiełkował od dawna, a za sprawą fatalnych działań rządu Mateusza Morawieckiego, szczególnie po 2020 roku, urósł do niebotycznych rozmiarów. Brak sprawnych działań w obliczu zagrożeń – czy to zdrowotnych, czy ekonomicznych – sprawił, że grunt dla partii protestu był żyzny jak nigdy. Niejasne procedury związane z pandemią spowodowały, że obok zasadnych pytań, jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się teorie spiskowe w stylu najbardziej zajadłych konserwatywnych rednecków z USA. I właśnie tę niszę zagospodarował Braun.
Tyle że polityczne show w wykonaniu zawodowego reżysera nie niesie ze sobą żadnej trwałej wartości. Jego profil ideowy to zbitka haseł dla konserwatywnego elektoratu, zawiedzionego brakiem wyrazistości PiS i Konfederacji, a także – a może przede wszystkim – populistyczna mowa trawa dla średnio rozgarniętego elektoratu. Idealnego dla nabijania zasięgów w sieci, perfekcyjnie skrojonego pod egocentryzm lidera i jego dworu. Antysemickie hasła, prorosyjskie poglądy czy budzące kontrowersje powiązania nie mają dla wyborców Brauna żadnego znaczenia. Liczą się bunt, sprzeciw, jatka, a w sferze, nazwijmy to, pozytywnej kreacji – chęć narzucenia ściśle sprofilowanego sposobu myślenia.
Warto jednak pamiętać, że los (a może raczej drapieżna, zaprawiona w parlamentarno-gabinetowych bojach konkurencja) okrutnie rozprawił się z każdą partią protestu w Polsce. Kończyło się albo marginalizacją (Lepper, Palikot) albo totalną wasalizacją (Kukiz). Podobnie będzie z Braunem. A konserwatywni akolici lidera Konfederacji Korony Polskiej, którzy czytają te słowa z oburzeniem, wspomną moje słowa. Nie za rok, nie za dwa. Ale za cztery-pięć – jeśli nie w formie politycznej czkawki, to wstydliwego chowania głowy w piasek. Dlaczego? Bo Braun nie ma kompleksowego programu naprawy państwa. Ma za to cały plan socjotechnicznych sztuczek, które w zderzeniu z prawdziwymi wyzwaniami okażą się pustym cyrkiem.
Przynajmniej życie oszczędzi nam domorosłych Duginów w krótkich spodenkach.
Czytaj też:
PiS na glinianych nogachCzytaj też:
Konfederacja nie jest skazana na PiS
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
