Otóż patriarchowie i zwierzchnicy Kościołów w Jerozolimie jednoznacznie potępili przedstawicieli chrześcijańskiego syjonizmu, którzy to, ich zdaniem, wspierają niszczącą chrześcijaństwo politykę Izraela. Oświadczenie opublikowali w zeszłą sobotę. Kilka dni później w mocnych słowach odpowiedział im… amerykański ambasador w Izraelu, Mike Huckabee.
Hierarchowie stwierdzili w nim najpierw, że „owczarnia Chrystusowa w tej ziemi powierzona jest Kościołom Apostolskim, które na przestrzeni wieków z niezachwianym oddaniem pełniły swą świętą posługę”, a następnie ogłosili, iż powołujący się na religię politycy „(…) propagują szkodliwe ideologie, takie jak chrześcijański syjonizm, wprowadzają w błąd opinię publiczną, sieją zamęt i szkodzą jedności naszej wspólnoty. Działania te spotkały się z uznaniem niektórych aktorów politycznych w Izraelu i poza jego granicami. Ich celem jest forsowanie programu politycznego, który może zaszkodzić obecności chrześcijan w Ziemi Świętej i na całym Bliskim Wschodzie”. Kim są owi tajemniczy politycy? To, najkrócej mówiąc, amerykańscy ewangelikalni pastorzy i ich zwolennicy, chrześcijańscy syjoniści, o których pisałem w książce „Mesjasz i Trzecia Świątynia”. Podtytuł mojej książki brzmiał niemal jak cytat z nowego dokumentu patriarchów: „Herezja chrześcijańskiego syjonizmu, jej wyznawcy i ich wojny”. Od czasów ukazania się, w sierpniu 2025 mojej książki, sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej jedynie się pogorszyła.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

