Premier Donald Tusk w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika "Financial Times" wyraził wątpliwości, czy Stany Zjednoczone będą lojalne wobec zobowiązania do obrony Europy w ramach NATO w przypadku ewentualnego ataku ze strony Rosji. Szef polskiego rządu ocenił, że "największym i najważniejszym pytaniem dla Europy" jest gotowość USA do realizacji zobowiązań sojuszniczych, zapisanych w traktatach NATO. Jednocześnie Tusk podkreślił na łamach "FT", że jego wypowiedzi nie należy interpretować jako podważania art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, lecz jako apel o to, by gwarancje bezpieczeństwa miały realny, praktyczny wymiar.
Słowa polskiego premiera odbiły się szerokim echem. Mateusz Morawiecki opublikował długi komentarz. "Donald Tusk w ostatnim głośnym wywiadzie dla 'Financial Times' publicznie wyraził wątpliwości co do lojalności Stanów Zjednoczonych wobec zobowiązań sojuszniczych NATO. To nie jest błahy sygnał – to jest poważny błąd strategiczny i granie naszym bezpieczeństwem" – ocenia wiceprezes PiS.
Morawiecki: Podważanie własnej pozycji negocjacyjnej
"Premier polskiego rządu powiedział wprost, że 'największym i najważniejszym pytaniem dla Europy' jest to, czy Waszyngton dotrzyma traktatowych zobowiązań obronnych. Można zrozumieć niepewność – ale jest zasadnicza różnica między dyplomatyczną rozmową z sojusznikiem, a publicznym zakwestionowaniem jego wiarygodności na łamach brytyjskiego dziennika. Pierwsze jest polityką. Drugie podważaniem własnej pozycji negocjacyjnej, obliczone na uzyskanie poklepania po plecach na unijnym rynku wewnętrznym. W tym samym czasie kanclerz Merz prowadzi z Waszyngtonem konsekwentną, cichą i skuteczną politykę zbliżenia. Niemcy budują kapitał zaufania w administracji Trumpa. Polska zaś, za sprawą wywiadu swojego premiera – bez powodu staje się tematem riposty Białego Domu i pytań o lojalność sojuszniczą" – przekonuje Mateusz Morawiecki.
Jak ocenia były premier, nie ma mowy o zbiegu okoliczności. "To jest wynik różnicy w klasie prowadzenia polityki zagranicznej. Sygnalizowanie Moskwie, że jedność Zachodu jest wątpliwa, w momencie gdy Rosja 'logistycznie przygotowuje się do prowokacji' – jak twierdzi sam premier – jest co najmniej nierozważne, szczególnie kiedy pamiętamy o tym, że Polska leży na wschodniej flance NATO. Konsekwencje słów wypowiedzianych publicznie poniosą Polacy, nie czytelnicy Financial Timesa. Bezpieczeństwo Polski wymaga twardego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, nie jako ideologicznego wyboru i bez względu na to, która z partii aktualnie sprawuje tam rządy – to element geopolitycznej konieczności. My jako Zjednoczona Prawica to rozumieliśmy współpracując z każdą administracją. Rząd, który publicznie pyta, czy ten sojusz jest wiarygodny, jednocześnie osłabia argumenty za jego utrzymaniem. Każde takie wątpienie jest wodą na młyn dla tych w Waszyngtonie, którzy i tak chętnie zredukują zaangażowanie w Europie" – pisze Morawiecki.
Polityk zakończył swój wpis tak: "Polska zasługuje na rząd, który rozumie, że w dyplomacji liczy się nie tylko to, co się mówi, ale gdzie, kiedy i do kogo. Wywiad dla 'Financial Times' to nie było właściwe miejsce na tego rodzaju refleksje".
Czytaj też:
Czy można jeszcze liczyć na USA?Czytaj też:
Tusk kwestionuje lojalność USA. Biały Dom reaguje
