Rozpoczęta 28 lutego 2026 r. agresja Państwa Izrael i Stanów Zjednoczonych na Iran wypełnia chyba wszystkie możliwe kryteria tzw. wojny napastniczej, z elementami dość oczywistych zbrodni wojennych. Był to atak bez wypowiedzenia wojny, bez ostrzeżenia, którego celem stali się oficjalni przywódcy państwowi i religijni, a spadające bomby nie ominęły nawet szkoły dla dziewczynek. To, co w obyczajach międzynarodowych stanowi absolutną nowość, to brak podania przyczyny ataku. Trudno za taką przyczynę uznać rzekome irańskie prace nad własną bronią nuklearną, które lada moment miałyby zostać uwieńczone powodzeniem. Beniamin Netanjahu już w 1995 r. stwierdził publicznie, że Teheran może mieć bombę atomową w ciągu "kilku miesięcy". Administracja amerykańska straszy "kilkoma miesiącami" od 2010 r. W dodatku po amerykańskim ataku lotniczym na Iran pół roku temu Donald Trump osobiście ogłosił, że irański program nuklearny został fizycznie zlikwidowany. W kolejnych wypowiedziach Trump zmieniał zresztą swoje wyjaśnienia. Po kilku dniach dowiedzieliśmy się, że celem agresji jest zmiana ustroju i elit w Teheranie, a kilka dni temu, iż celem jest… wprowadzenie tolerancji dla osób LGBT pośród Persów. Dlatego agresja ta jest unikatem na skalę międzynarodową, gdyż nie mamy żadnego oficjalnego powodu jej wybuchu.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
