Amerykańska demokracja uchodzi za najbardziej dojrzałą na świecie, ponieważ może poszczycić się najdłuższym nieprzerwanym funkcjonowaniem sięgającym schyłku XVIII w. Okazuje się jednak, że nawet amerykańska kultura polityczna nie jest w stanie skutecznie przeciwstawić się tak jawnemu wykorzystywaniu najwyższego urzędu w państwie do pomnażania prywatnego majątku. Pod rządami Donalda Trumpa interesy amerykańskiego państwa dosłownie zlały się z jego własnymi.
Część amerykańskich komentatorów zwraca uwagę, że zdecydowana większość poprzedników Trumpa na fotelu prezydenckim nie chciała prowokować nawet cienia podejrzeń co do potencjalnego wykorzystywania urzędu do wzbogacania i decydowała się na bardzo radykalne ruchy. Począwszy od lat 70., obejmujący najwyższy urząd politycy najczęściej powierzali swoje aktywa niezależnym zarządcom. Na taki krok decydowali się m.in. Ronald Reagan, George Bush senior i George Bush junior oraz Bill Clinton. Richard Nixon polecił nawet zainstalować podsłuch w telefonie swojego brata, ponieważ obawiał się, że może skorzystać z posiadanej wiedzy do osiągnięcia prywatnych zysków.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
