Rosja właśnie narzuciła Polsce prawne uznawanie „małżeństw” zboczeńców, wcześniej z kolei zdominowała polski rynek medialny, na którym nieustannie sączy treści uderzające w fundamenty rodziny, normalizując wśród naszych kobiet ocierającą się o prostytucję rozwiązłość – i to najlepiej z egzotycznymi obcokrajowcami. Rosjanie narzucają nam Zielony Ład, pakty migracyjne, każą zamykać fabryki i kopalnie oraz czynią z Polaków niewolników lichwiarskich kredytów hipotecznych – oczywiście w rosyjskich bankach. Polskie rolnictwo oraz branża transportowa, karmiące tysiące polskich rodzin, są śmiertelnie zagrożone przez nieuczciwą konkurencję z Rosji.
Nieprawda? Nie szkodzi. Najważniejsze, aby nadal być częścią Zachodu wraz z wyżej wymienionymi „dobrodziejstwami”. Alternatywą jest przecież but rosyjskiego żołnierza nad Wisłą, rusyfikacja, kibitki i wieszanie kolejnych pokoleń powstańców na warszawskiej Cytadeli. Historia i polityka nie lubią wszakże odcieni szarości, a jeśli jednak jest inaczej, to zagrożenie rosyjskie jest akurat zagadnieniem innym niż wszystkie. Nie podlega ono weryfikacji empirycznej – jest zjawiskiem niemal mistycznym, które wymyka się zwykłej logice, a stanowi o fundamentach jestestwa Polski i jej misji dziejowej. Bez zagrożenia ze strony Rosji Polska po prostu nie mogłaby istnieć. Gdyby zagrożenia tego nie było, to i tak należałoby je wymyślić. Amen.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
