Pomysł jest prosty: stoły dla dziesiątek biesiadników, regionalne potrawy. Od tartiflette po cassoulet – każdy znajdzie coś dla siebie, pod warunkiem że nie będzie skrupulatnie liczył kalorii, bo ludowa kuchnia francuska nie jest przesadnie lekkostrawna.
Do potraw – miejscowe wina, bez ograniczeń. Za 81 euro można kupić cztery dania i wino. Dla amatorów – wspólne śpiewanie. Wszystko, co jest na stole, jest wspólne, oprawa muzyczna stawia na równi tradycyjne pieśni i francuski pop. Największym powodzeniem cieszy się Joe Dassin.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
