Sejm przegłosował w piątek dwie ustawy, które mają ograniczyć wzrost cen paliw na stacjach w Polsce. Uchwalił nowelizację ustawy o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego oraz zasadach postępowania w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwa paliwowego państwa i zakłóceń na rynku naftowym oraz ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. Za nowelą głosowało 428 posłów, przeciwko było 12.
Sejm przyjął również rządowy projekt nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym. Propozycja dotyczy wprowadzenia podstawy prawnej do obniżenia stawek akcyzy w drodze rozporządzenia ministra właściwego do spraw finansów publicznych. Za zmianami w ustawie o podatku akcyzowym zagłosowało 436 posłów, nikt nie był przeciw. Jeszcze w piątek projektami zajmie się Senat. Następnie ustawy trafią do prezydenta.
Cena maksymalna paliwa będzie wyliczana według formuły uwzględniającej średnią cenę hurtową na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT.
Zaniepokojenie wśród małych przedsiębiorców
Ta kwestia budzi największe kontrowersje wśród właścicieli mniejszych stacji paliw. Ich zdaniem mechanizm ten może prowadzić do sytuacji, w której sprzedaż paliwa stanie się nieopłacalna. – Ceny są dynamiczne. Orlen sobie poradzi, ale tak się nie robi, że będą ustalać ceny z dnia na dzień. Jeżeli jednego dnia zapłacę np. 8,20 zł, a następnego ustalą cenę maksymalną na 8 zł, to ja będę stratny. Rząd mi dopłaci tę różnicę w cenie? Jeżeli tak, to mogą sobie wprowadzać. Jeżeli nie, to ja na tym stracę – mówi w rozmowie z money.pl właściciel prywatnej stacji w województwie mazowieckim.
– Niech obniżają akcyzę, niech obniżają te podatki, ale niech nie wprowadzają ceny maksymalnej. Przecież takie ustalanie z dnia na dzień to dla mojego biznesu ogromny problem – wskazuje właściciel stacji paliw z woj. podlaskiego. – Jeżeli jednego dnia kupię paliwo drożej, a następnego dnia ustalą cenę maksymalną niższą, to przecież bardziej mi się opłaca zamknąć stację na dzień lub dwa i poczekać, aż cena paliwa wzrośnie i nie będę musiał tracić – podkreśla.
– Rozmawiamy między sobą z innymi właścicielami, że tak naprawdę zaraz wróci komuna i będzie paliwo na kartki sprzedawane – dodaje. Przedsiębiorca zwraca też uwagę na zróżnicowanie kosztów w branży. – Swoją drogą, dla mnie to będzie strata, a co mają powiedzieć osoby, które prowadzą np. franczyzy przy autostradach? Tam koszty są dużo wyższe, więc takie maksymalne ceny sprawią, że będą bardziej stratni niż ja – podkreśla.
– Rząd chyba nie wie, że gospodarka centralnie sterowana już się skończyła. Ale cóż, jedyne co, to trzeba robić swoje. Ja sobie poradzę. Mam sklep i z tego wyżyję, najwyżej na jeden czy dwa dni wyłączę dystrybutor, że dzisiaj paliwa nie sprzedaję, bo mi się to nie opłaca – mówi money.pl inny przedsiębiorca, który zarządza stacją paliw.
Czytaj też:
Sejm znów nie odrzucił prezydenckiego weta. Znamy wyniki głosowaniaCzytaj też:
Przybywa przeciwników rządu. Jak Polacy oceniają samego premiera?
