PiS chce ograniczyć dziennikarzom dostęp do sejmowej galerii i wprowadzić status korespondentów parlamentarnych dla najbardziej doświadczonych reporterów. W Sejmie ma powstać również centrum medialne oraz nowoczesne studio telewizyjne do nagrywania rozmów z politykami. Każda redakcja będzie mogła akredytować jedynie dwie osoby – co ograniczy liczbę wszystkich przedstawicieli mediów w parlamencie.
Czytaj też:
Nowe wytyczne dla dziennikarzy. Opozycja: Wschodnie metody, wraca Sejm PRL
Podczas rozmowy w Polsat News Stanisław Karczewski dopytywany był przez Dorotę Gawryluk, czy rozstrzygał nowe przepisy w kontekście kodeksu pracy. "Redakcje będą mogły wyznaczyć 2 dziennikarzy do pracy w Sejmie? A co z kodeksem pracy, jeżeli będziecie pracowali tak ciężko, do 3 w nocy? Kto wtedy pojedzie do Sejmu?" – dopytywała dziennikarka.
– To szczegóły, które trzeba dopracować. Diabeł tkwi w szczegółach i dalej trzeba rozmawiać. Zostały rozpoczęte rozmowy, jest pewna propozycja i trzeba rozmawiać. Na pewno dojdziemy do porozumienia, że należy poprawić warunki pracy dziennikarzy, ale również parlamentarzystów – odpowiadał nieco zakłopotany marszałek.
Jak oceniał marszałek Senatu, nowe przepisy mają „przede wszystkim ułatwić pracę dla dziennikarzy”.
Karczewski w dalszym ciągu rozmowy stwierdził także, że widok dziennikarzy siedzących na sejmowych korytarzach i sporządzających na kolanach notatki może... gorszyć dzieci, które zwiedzają w tym czasie siedzibę parlamentu. – Widzę, jak dziennikarze siedzą na podłodze, piszą coś na kolanie. Wie pani… Nie wiem, czy to dobry widok, jak dzieci odwiedzają Sejm i Senat i widzą, że dziennikarze na kolanie – mówił.
Czytaj też:
Pikieta przed Sejmem. Protestują dziennikarze TVN i "Gazety Wyborczej"
