Tomaszewski: Niech "haratacz w gałę” Tusk wyjaśni, czemu nie ma stadionu Górskiego

Tomaszewski: Niech "haratacz w gałę” Tusk wyjaśni, czemu nie ma stadionu Górskiego

Dodano: 110
Jan Tomaszewski
Jan Tomaszewski / Źródło: PAP / Leszek Szymański
W roku 2012 Sejm przez aklamację przyjął uchwałę o nazwaniu Stadionu Narodowego imieniem Kazimierza Górskiego. Aklamacja, aklamacją, a ówczesny rząd Donalda Tuska tego nie zrealizował. Myślę, że setna rocznica urodzin pana Kazimierza jest doskonałą okazją do tego, by ten „haratacz w gałę”, bo przecież nie piłkarz, Donald Tusk wyjaśnił, dlaczego nie nazwano najważniejszej areny piłkarskiej w Polsce imieniem wybitnego selekcjonera. I, by naprawić ten błąd – mówi portalowi DoRzeczy.pl Jan Tomaszewski, legendarny bramkarz reprezentacji Polski, medalista MŚ w 1974 roku, wicemistrz olimpijski z 1976 roku, uczestnik MŚ 1978.

2 marca 2021 roku minęło sto lat od narodzin trenera Kazimierza Górskiego. Jak wspomina Pan tę postać?

Jan Tomaszewski: Dla mnie był to papież polskiej piłki, który pokazał całemu światu, że Polacy nie gęsi i swój futbol oraz piłkarzy mają. Nie byłoby Jana Tomaszewskiego bez Kazimierza Górskiego. On stworzył niesamowity zespół, w którym miałem pewność, że nawet jak popełnię jeden, dwa, trzy błędy, to z przodu mamy Kazia Deynę, Włodzimierza Lubańskiego, Grzegorza Latę. Taki komfort daje niesamowitą siłę i wsparcie. Teraz podobny mają tylko bramkarze najlepszych klubów na świecie, jak Barcelona, czy Real u szczytu potęgi. Pan Kazimierz też wyznawał zasadę, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.

To znaczy?

Potrafił wprowadzić nieoczywiste zmiany w zespole, ulepszać to, co dobrze działało. Proszę zauważyć, że w 1972 roku doprowadził do złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. Sukces niebywały. A ilu piłkarzy złotej drużyny grało dwa lata później na mistrzostwach świata? Czterech! I zdobyliśmy trzecie miejsce, a więc w przeciągu kilku lat pan Kazimierz miał nie jeden, ale dwa światowej klasy zespoły!

I druga kwestia – w eliminacjach, w meczu na Wembley, decydującym o awansie zagrał Mirosław Bulzacki na środku obrony obok Jerzego Gorgonia, Lesław Ćmikiewicz w pomocy, Jan Domarski na środku ataku. A na mistrzostwach Świata za Bulzackiego zagrał młodziutki wtedy, nikomu nieznany Władek Żmuda, który stał się jednym z najlepszych środkowych obrońców świata. Zygmunt Maszczyk wskoczył do pomocy. A decyzja o zastąpieniu Domarskiego, strzelca złotej bramki na Wembley, wyglądała na wręcz szaloną. Ale Domarskiego zastąpił Andrzej Szarmach, który został wicekrólem strzelców.

Nigdy nie zapomnę wielu powiedzeń pana Kazimierza. Na przykład podczas MŚ 1974, po wygranym meczu z Włochami trener Górski dał nam wolne do godziny 23.00. Następnego dnia schodzimy na śniadanie, a tu widzimy siedzi Adam Musiał, spakowany, gotowy do odjazdu. Pytamy – „co się stało?”. „Pan Kazimierz mnie wyrzucił. Za późno przyszedłem”. Byliśmy w szoku, poszliśmy w kilka osób, z kapitanem Kaziem Deyną do pana Kazimierza. Trener „nie i koniec, musi być kara”. Ostatecznie zgodził się na to, by Adama zawiesić tylko na jeden mecz ze Szwecją. Ale, który trener miałby tyle odwagi, by odsunąć od składu podstawowego zawodnika? A po latach, gdy pytaliśmy pana Kazimierza o to, czemu odsunął Adama, odparł: „trochę za dobrze wam szło. Potrzebny był malutki wstrząsik”.

Rok 1974, trzecie miejsce na świecie, to ogromny sukces. Dwa lata później osiągnęliście kolejny – wicemistrzostwo olimpijskie. Jednak trener Górski został zmuszony do podania się do dymisji.

To było tak, że sukces ten, wbrew powszechnej opinii, bolał bardzo wiele osób. Już po meczu na Wembley mieliśmy przykład pewnego osobliwego traktowania. Mieliśmy rozegrać mecz towarzyski z Irlandią, po czym okazało się, że musimy zostać na Wyspach dłużej, bo… nie ma samolotu. Czekaliśmy chyba dwa dni na przysłanie kolejnego.

Ale jaki ma to związek z władzami PRL?

Taki, że w Polsce zaczynała się wielka konwencja, jak byśmy teraz określili, Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. I powrót piłkarzy do kraju przyćmiłby to „wiekopomne” wydarzenie. Popularność i sukces Kazimierza Górskiego były nie na rękę wielu. Jestem wicemistrzem olimpijskim. Nasz powrót z Igrzysk Olimpijskich w Montrealu był dość specyficzny.

Specyficzny?

Olimpijczycy zazwyczaj byli zwolnieni z odpraw, wszystko odbywało się ekspresowo. Nas – srebrnych medalistów! – potraktowano inaczej. Byliśmy dokładnie na lotnisku sprawdzani, wszystkich oclono. To już było oczywiste, że na pana Kazimierza zapadł wyrok. Dano mu możliwość kontraktu za granicą. I w Grecji prowadził z wielkimi sukcesami Panathinaikos, do dziś nazywany jest „papa”, jest doceniony.

No, w Polsce pan Kazimierz też dziś jest doceniany. Jest legendą.

Tak, ale jest jedna sprawa bardzo przykra i haniebna, chciałbym, żeby to mocno wybrzmiało. W roku 2012 Sejm przez aklamację przyjął uchwałę, o nazwaniu Stadionu Narodowego imieniem Kazimierza Górskiego. Aklamacja, aklamacją, a ówczesny rząd Donalda Tuska tego nie zrealizował. Myślę, że setna rocznica urodzin pana Kazimierza jest doskonałą okazją do tego, by ten „haratacz w gałę”, bo przecież nie piłkarz, Donald Tusk wyjaśnił, dlaczego nie nazwano najważniejszej areny piłkarskiej w Polsce imieniem Kazimierza Górskiego. I jednocześnie najlepszy moment na zaapelowanie do obecnego rządu, by błąd poprzedników naprawić, i na stulecie urodzin nadać Stadionowi Narodowemu imię Kazimierza Górskiego.

Wracając do spraw czysto piłkarskich. W roku 1978 ponownie jechaliście na mistrzostwa świata, tym razem do Argentyny. Wciąż w kadrze byli zawodnicy Kazimierza Górskiego, ale wrócił po ciężkiej kontuzji Włodzimierz Lubański, doszli młodzi – Zbigniew Boniek, Adam Nawałka. Czy gdyby kadrę dalej prowadził pan Kazimierz, byłoby złoto, czy też biorąc pod uwagę potężnych przeciwników – Argentynę, Brazylię – piąte miejsce i tak jest sukcesem?

Myślę, że z panem Kazimierzem była szansa na medal z prostej przyczyny. Kazimierz Górski, Jacek Gmoch i Andrzej Strejlau tworzyli genialne trio trenerskie. Ale oni się doskonale uzupełniali, każdy odgrywał ważną rolę, ostatnie zdanie należało do pana Kazimierza. Jego odejście sprawiło, że to zostało zaburzone.

Czytaj też:
Jastrzębowski: Przechadza się nago król wszelkiej lewicy

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 110
Czytaj także