"Afera Amber Gold 2.0". Kowalski: Prawda wyjdzie na jaw i Tusk za to zapłaci

"Afera Amber Gold 2.0". Kowalski: Prawda wyjdzie na jaw i Tusk za to zapłaci

Dodano: 
Janusz Kowalski
Janusz Kowalski Źródło: PAP / Rafał Guz
Afera Zondacrypto Tuska to jest afera Amber Gold 2.0 i to do kwadratu – mówi DoRzeczy.pl Janusz Kowalski. Poseł dodaje, że "prawda wyjdzie na jaw i Tusk za to zapłaci".

DoRzeczy.pl: Afera Zondacrypto to afera PiS? Rząd Donalda Tuska i media sprzyjające tej władzy, próbują skleić tę sprawę z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Janusz Kowalski, poseł niezrzeszony: Afera Zondacrypto to jest afera Donalda Tuska i koalicji 13 grudnia.

Dlaczego?

To ich afera i to na dwóch poziomach. Po pierwsze – ekipa Tuska dla lobby bankowego i dla zagranicznych firm kryptowalutowych, takich jak Zondacrypto, opóźniała implementację unijnych przepisów dotyczących pozwolenia MiCA. To pozwolenie, które umożliwia działalność giełd kryptowalutowych na terenie Unii Europejskiej od 1 lipca 2026 roku. Polska stała się w zasadzie ostatnim państwem Unii Europejskiej, w którym nie implementowano dyrektywy. Ustawa w tej sprawie trafiła – de facto – latem 2025 roku do Sejmu. Była rozpatrywana jesienią, chociaż powinna być już wdrożona rok wcześniej. Po drugie – ustawa całkowicie likwidowała polski sektor kryptowalutowy. Oprócz stworzenia bardzo rygorystycznych regulacji, wprowadzenia chociażby podatku przychodowego na poziomie 0,4 proc., możliwości blokowania bez kontroli sądowej domen polskim firmom, nie zagranicznym, a polskim firmom, Tusk realizował zagranicznych banków, wyeliminowania polskich startupów, małych i średnich firm, po to, żeby wyłącznie duże instytucje, czyli banki ewentualnie zagraniczne giełdy, mające gigantyczny kapitał, stać było na te regulacje. I to co zrobiłem ja, prowadząc projekt od marca 2025 roku, kiedy w marcu 2025 i w maju 2025 – jeszcze w trakcie kampanii wyborczej pana Karola Nawrockiego – na zespole parlamentarnym Proste Podatki przedstawiliśmy założenia poprawek, które mają zderegulować rygorystyczną ustawę Tuska, apelując, żeby Ministerstwo Finansów przesłało tę ustawę, można powiedzieć, zderegulowaną zgodnie z głosem polskiego sektora branży krypto, to w mojej ocenie jest to całkowicie nowy, bardzo pozytywny, transparentny standard, jak powinno pracować się nad ustawą.

Co się wydarzyło później?

Po raz pierwszy ustawa była rozpatrywana. Nikt w Sejmie nic nie mówił o żadnej Zondzie, o żadnych aferach, o żadnej mafii ruskiej, etc. Dopiero w grudniu Tusk wymyślił sobie tajne posiedzenie Sejmu, którego nie chce odtajnić, pomimo że złożyłem w tej sprawie z posłem Andrzejem Śliwką wniosek. To jest bardzo symboliczne.

Może Pan zdradzić, co się działo na tym tajnym posiedzeniu Sejmu?

Wiem, co tam zostało powiedziane. Jest to kompromitacja Donalda Tuska. Odtajnienie tego posiedzenia pokazałoby powiązania Tuska z instytucjami, które były zainteresowane zniszczeniem polskich firm. W tym samym czasie, czyli w całym 2025 roku, mnóstwo mediów, kluby piłkarskie, różni organizatorzy konferencji, podpisywali umowy z Zondacrypto. Polskie państwo, ludzie skarbówki, policji, CBŚ, zgodni z informacjami medialnymi, szkolili się z Zondacrypto. Nikt słowa nie powiedział. W tym samym czasie – już dzisiaj wiemy – w lipcu 2025 roku estoński nadzór ostrzegł, że Zondacrypto nie spełnia warunków pozwolenia MiCA. Co oznaczało, że są oni w sytuacji, w której nie dostaną pozwolenia MiCA w samej Estonii.

Zostało to zignorowane?

Oznacza to, że od lipca 2025 roku, trzeba sobie zadać pytanie – czy Przemysław Kral był zainteresowany wetem prezydenta do ustawy, czy był zainteresowany, żeby ustawa weszła w życie, dając możliwość złożenia wniosku, gdyby oczywiście nie padł, o licencję MiCA w Polsce. Przemysław Kral oczywiście nie był zainteresowany wetem prezydenta, ale był zainteresowany podpisem.

Widzi Pan jakąś analogię z aferą Amber Gold? Takie porównania również się pojawiają.

Oczywiście. Afera Zondacrypto Tuska to jest afera Amber Gold 2.0 i to do kwadratu. Ponieważ Tusk wiedząc, mając informacje od polskich służb, mając informacje od regulatora estońskiego, ukrył te informacje przed posłami, przed opinią publiczną, przed Polakami, którzy zostawiali w tej firmie pieniądze. Chcę jednak podkreślić jeszcze jedną rzecz – czuję się w całkowitym niekomforcie, właśnie dlatego, że robiłem wszystko transparentnie, robiłem świetny proces legislacyjny, wspierający polski sektor, a byli ludzie w Prawie i Sprawiedliwości, którzy spotykali się z Przemysławem Kralem, którzy z nim rozmawiali, którzy mieli kontakt z Zondocryptą, kiedy Prawo i Sprawiedliwość w Sejmie przygotowało legislację, która uderzała w takie firmy, jak m.in. Zondacrypto. To jest rzecz, która jest bardzo nie ok. Tym bardziej, że już dziennikarze Onetu w weekend potwierdzili to, co jest dla mnie oczywistą oczywistością, że Kowalski nigdy nie spotkał się ani z nikim z Zondacrypto.

Były miesiące temu informacje w mediach o tym, że rzekomo się Pan z nimi spotykał.

Chcę jasno powiedzieć, że znajdę tę osobę, niestety to jest osoba z Prawa i Sprawiedliwości, która wypuściła szkalujący moje dobre imię, spin w kwietniu, jakoby Kowalski, jako wiceminister rolnictwa, spotykał się z Kralem. Prędzej czy później znajdę tego człowieka. Tak, to ja poszedłem do trzech posłów: do Henryka Kowalczyka, do Michała Wójcika i do Michała Moskala, prosząc ich o podpisy pod moimi poprawkami, dlatego, żeby zgłosić poprawki przy ustawie implementującej prawo unijne, potrzebne jest trzech posłów, a nie jeden. To normalnie. Dzisiaj te poprawki ratują komunikację Prawa i Sprawiedliwości, bo dowodzą tego, co jest, czyli tego, że Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja chciały walczyło o polski rynek, a Tusk walczył o zniszczenie polskiego rynku.

W maju PiS zgłosił projekt zakazujący kryptowalut. Zgadza się Pan z takim podejściem partii, której do niedawna był Pan posłem?

Nie. To błąd Prawa i Sprawiedliwości, całkowicie dla mnie niezrozumiały. PiS chce likwidacji kryptowalut wzorem Maroka, Boliwii, czy Chin, czyli to jest błąd podwójny. Po pierwsze – to jest błąd honorowy, dlatego, że nie można zostawiać pana prezydenta Karola Nawrockiego i całej rocznej pracy Prawa i Sprawiedliwości w walce o polskie firmy, na polu walki z bandą Donalda Tuska i mówić, że „ja jestem przeciwko zakazowi kryptowalut”, którego oczywiście nie da się w Unii Europejskiej wprowadzić. Po drugie – wyborcy w wieku 20, 30, 40 lat, o których walczyło Prawo i Sprawiedliwość, o których ja walczyłem, zgłaszając dobre przepisy dotyczące kryptowalut, bo prawie trzy miliony Polaków ma dzisiaj kryptowaluty, patrząc na propozycje Prawa i Sprawiedliwości zakazu kryptowalut, łapią się za głowy. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość zastanawia się, dlaczego ma niższe poparcie o wiele procent, to jednym z powodów jest to, że kilka milionów Polaków ma kryptowaluty i nie zagłosuje na partię, która próbuje im ich zakazać. To pokazuje pewien absurd polityczny. Prawo i Sprawiedliwość z przekazem zakazu kryptowalut, podcina sobie skrzydła w dużych miastach wśród 20, 30, 40-latków. Jedynie Konfederacja jest konsekwentna w sprawie kryptowalut i walczyła ze mną w sprawach polskich firm, a nie zagranicznych i za co dziękuję Konfederacji. Najlepszym ekspertem od kryptowalut jest Sławomir Mentzen i to nie dlatego, że posiada kryptowaluty, tylko dlatego, że w tej sprawie jest konsekwentny. Wspierał również polskie firmy i chciał deregulacji. Wielki szacunek należy się też panu prezydentowi, bo dotrzymuje słowa. Jeżeli powiedział, że nie przyjmie ustawy, która narusza zasady Unii Europejskiej i która niszczy polskie firmy, a więc niszczy dochody do budżetu państwa, miejsca pracy itd., to pan prezydent tego broni. Dlatego oczekuję od Prawa i Sprawiedliwości, że staną murem za panem prezydentem i staną murem za naszą roczną pracą w walce o polskie firmy i nie będą zgłaszać projektów, które – w istocie – obniżają poparcie dla prawicy, bo zakaz kryptowalut je obniża. Donald Trump między innymi wygrał dlatego w elektoracie 20-30 lat, że zmieniał przepisy dotyczące kryptowalut. Kryptowaluty tworzą nowy segment sektora finansowego, który jest w całkowitej konkurencji do banków. My chcąc ze wszystkimi banksterami walczyć, którzy łupią Polaków wielkimi opłatami, chcieliśmy stworzyć nowoczesny sektor oparty między innymi o kryptowaluty. Wprowadzenie takich narzędzi, obniża koszty polskim firmom, więc apeluję o zdrowy rozsądek.

Czy PiS ma sobie coś do zarzucenia w sprawie afery Zondacrypto?

Nie. Od samego początku walczyło z rządem w sprawie kryptowalut, dzięki moim poprawkom i dzięki mojej wiedzy. Nie wiedziałem o spotkaniu Michała Moskala i uważam, że to był błąd, że takie spotkanie się odbyło. Chcę jasno powiedzieć i pokazać – co by było, gdyby Prawo i Sprawiedliwość jesienią 2025 roku zagłosowało tak, jak chciał Donald Tusk i zagłosowało za ustawą, która była w interesie Zondacrypto, właśnie po tym spotkaniu? Każdy by dzisiaj mówił, że spotkanie m.in. polityków Prawa i Sprawiedliwość przysłużyło się temu, że została przyjęta ustawa niszcząca polską konkurencję w interesie Zondacrypto. To byłaby katastrofa. Prawda wyjdzie na jaw i Tusk za to zapłaci. Tusk jest umoczony w tą całą aferę, dlatego że polskie państwo nie zadziałało w żaden sposób nie zadziałało.

Na wrześniowym posiedzeniu Sejmu ma zostać znów podjęta próba odrzucenia weta prezydenta do ustawy o kryptowalutach. Dlaczego koalicja rządowa to robi, skoro wiadomo, że to się nie uda?

Dlatego, że konsekwentnie budują narrację, która ma doprowadzić do tego, żeby nie rozliczać ich za brak działania jak przy aferze Amber Gold 2.0, czyli tego, że nie ostrzegali Polaków. Ustawa dotycząca MiCA nijak się miała do Zondacrypto, bo Zondacrypto działała w oparciu o pozwolenia VASP, czyli pozwolenia tymczasowe, a ustawa, która ma implementować pozwolenia MiCA, to są zupełnie inne pozwolenia. Oczywiście, można robić tak, jak Radosław Sikorski z siebie idiotów, bo szef MSZ, atakując pana prezydenta za weto, dowodzi, że jest niekompetentnym idiotą albo totalnym, patologicznym kłamcą. Ponieważ ustawa Tuska dotyczy innej kategorii pozwoleń, nie dotyczyła Zondy, która jest pod nadzorem estońskim.

Uważa Pan, że komisja śledcza w sprawie Zondacrypto ma sens w tej kadencji Sejmu? Pan już dawno temu wspominał, że taka komisja powinna powstać.

Postulat komisji śledczej to był błąd Prawa i Sprawiedliwości, ponieważ ja poprosiłem Prawo i Sprawiedliwości, dokładnie minutę po posiedzeniu tajnym Sejmu, żeby powołać komisję śledczą, ponieważ komisja śledcza w sprawie kryptowalut rozwali Donalda Tuska. Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja w tej sprawie mają czyste ręce. Wszyscy mamy czyste ręce. Ubabrane ręce w aferę Zondacrypto mają Tusk i Giertych.

Roman Giertych został przecież jednym z adwokatów Przemysława Krala.

Komisja śledcza powinna wyjaśnić, kiedy Giertych zaczął kontaktować się i spotykać z Przemysławem Kralem. Według moich informacji było to wiele, wiele, wiele miesięcy wcześniej niż twierdzi. To oznacza – być może, ja stawiam taką tezę – że Tusk wysłał Giertycha, swojego byłego adwokata, po to, żeby wyczyścił odpowiedzialność za aferę Koalicji Obywatelskiej. Nie informował w tym czasie Polaków, którzy tracili oszczędności. Do samego końca tracili oszczędności. To powinna wyjaśnić komisja śledcza.

Czytaj też:
Nawrocki o lobbingu ws. Zondacrypto: Nietrafiona propaganda. Uderza w służby Tuska
Czytaj też:
Czarnek nie wytrzymał i ostro skrytykował Morawieckiego. "Całkowity upadek tego człowieka"

Opracowała: Lidia Lemaniak
Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także