Pieniądze dla Ukrainy mają zostać przekazane w formie pożyczki i będą pochodziły z zaciągniętego przez rządy państw UE wspólnego długu. W przedsięwzięcie nie weszły Węgry, Czechy i Słowacja. Budapeszt postawił weto wobec pożyczki, jednak przegrana wyborcza partii Viktora Orbana usuwa Brukseli tę przeszkodę. Publicysta i dziennikarz "Do Rzeczy" Łukasz Warzecha wyliczył, że jeśli chodzi o nasz kraj to uśredniając każdy pracujący Polak zapłaci w te dwa lata ok. 2200 zł.
"Pożyczka" ma być spłacona przez Ukrainę wyłącznie wtedy, gdy uzyska reparacje, co z kolei oznacza, że Rosja musiałaby zostać pokonana w wojnie i przymuszona do wypłacenia. W rzeczywistości długi prawdopodobnie spłacać będą zatem europejscy podatnicy. Politycy koalicji rządzącej i część mediów mówili wcześniej, że to Rosja zapłaci.
"Pożyczka" UE dla Ukrainy. Piotrowski: Większość pieniędzy zostanie zdefraudowana
– Większość tych pieniędzy będzie zdefraudowanych i rozkradzionych. To pokazuje przeszłość – powiedział Piotrowski w wywiadzie na kanale "Niezależny Lublin" Jak argumentował, "czarna dziura" w finansach Kijowa nie bierze się nie wiadomo skąd, tylko czynnikiem jest tu korupcja.
– Ona jest tuż przy prezydencie Zełenskim. Przecież jawną korupcję odkryto w jego najbliższym otoczeniu. Pieniądze wsiąkały, wsiąkają i będą wsiąkać. Jest tylko pytanie, czy połowa pójdzie na cele, które deklaruje – powiedział były europoseł. – Unia Europejska, a Polska tym bardziej, nie ma żadnych mechanizmów kontrolnych, aby sprawdzić na co, to pójdzie – zwrócił uwagę. Jak dodał dla przykładu, sprzęt wysyłany na przykład przez Polskę dla Ukrainy, znajdował się później w różnych miejscach, w tym w odległych krajach czy na aukcjach internetowych.
Czytaj też:
"Miss korupcji" z parlamentu. Kolejna afera korupcyjna na UkrainieCzytaj też:
Były ukraiński minister zatrzymany. Próbował uciec z kraju
