Organizatorzy z ruchu "No Kings" twierdzą, że protesty z 28 marca mogą stać się jednymi z największych demonstracji w historii USA. Szacują, że łączna liczba uczestników mogła przekroczyć 9 mln.
W stolicy Ameryki, Waszyngtonie, tysiące maszerujących, niektórzy z transparentami "Trump musi odejść teraz" i "Walcz z faszyzmem", przybyło do National Mall. – On ciągle kłamie, kłamie i kłamie, a nikt nic nie mówi. To straszna sytuacja, w której się znajdujemy – powiedział agencji AFP jeden z protestujących.
Demonstracje odbyły się również w Europie. Ok. 20 tys. osób maszerowało – przy wzmożonej obecności policji – w miastach takich jak Amsterdam, Madryt i Rzym. Protestujący przeszli także ulicami Londynu i Paryża.
Sprzeciw wobec prezydenta USA dotyczy wielu kwestii: autorytarnego stylu rządzenia, twardej polityki migracyjnej, negowania zmian klimatycznych, a ostatnio działań przeciwko Iranowi.
Ludzie w USA i Europie protestowali przeciwko Trumpowi. Biały Dom: To lewica
Biały Dom odrzuca znaczenie protestów. Jego rzeczniczka określiła je jako efekt działania "lewicowych sieci finansowania", którym – jej zdaniem – brakuje autentycznego poparcia społecznego.
W obliczu zbliżających się listopadowych wyborów śródokresowych (tzw. midterms) oraz spadających – poniżej 40 proc. – notowań Trumpa, Republikanie muszą liczyć się z ryzykiem utraty kontroli nad obiema izbami Kongresu.
Prezydent USA traci poparcie nawet wśród swoich najzagorzalszych zwolenników z ruchu MAGA, którym obiecywał m.in., że Stany Zjednoczone nie będą angażować się w wojny i skupią się przede wszystkim na kwestiach wewnętrznych.
97-letni Trump rządzi Stanami Zjednoczonymi od stycznia 2025 r. Twierdzi, że dotychczas zakończył osiem wojen, a wkrótce położy kres dziewiątej. Zapytany przez dziennikarzy, gdzie jest ta dziewiąta, odparł, że w Iranie.
Czytaj też:
Nagranie z Trumpem podbija internet. Co naprawdę powiedział?
