We wtorek z białoruskiego łagru został uwolniony Andrzej Poczobut. Opozycjonista i dziennikarz odzyskał wolność w ramach wymiany więźniów w formacie "pięciu za pięciu". Negocjacje w sprawie jego uwolnienia rozpoczęły się we wrześniu 2025 r., po wizycie prezydenta Karola Nawrockiego w Białym Domu i jego rozmowie z Donaldem Trumpem.
Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin Przydacz ujawnił, że to właśnie zaangażowanie Amerykanów pozwoliło skutecznie zakończyć proces negocjacji w sprawie opozycjonisty. Podkreślił, że zarówno obecny, jak i poprzedni polski rząd zrobili w tej sprawie wszystko, co było możłiwe.
– Wszystkie ekipy, od czasów Andrzeja Dudy, Mateusza Morawieckiego, na pewno ten rząd też robił wszystko, żeby uwolnić Andrzeja Poczobuta. Nic się nie udawało do momentu, w którym zaangażowali się naprawdę na dobre Amerykanie, a to było decyzją prezydenta Trumpa. I trzeba to odnotować, to był ten game changer, ta zmiana, w której w końcu duży, wielki aktor polityczno-międzynarodowy, jakim są USA, nacisnęły na Białoruś, ale z drugiej strony skonstruowały też koalicję – powiedział.
Poczobut mógł wyjść wcześniej
Były wiceminister spraw zagranicznych ujawnił również, że Andrzej Poczobut mógł wcześniej opuścić więzienie, jednak zdecydował się tego nie robić.
– Mogę tylko powiedzieć, że do uwolnienia Andrzeja Poczobuta mogło dojść jeszcze wcześniej, jeszcze za naszych rządów. Sam to koordynowałem, uwolniliśmy 3 polskie działaczki. Andrzej Poczobut też był na liście. Wtedy sam podjął decyzję, że nie chce wyjeżdżać z Białorusi i miał absolutnie do tego prawo – wyjaśnił Przydacz.
– Pełen do niego szacunek, to jego decyzja. Zresztą potraktowałem tę jego decyzję jako wielką bohaterskość, bo wolał jednak zostać w więzieniu niż dać się wyrzucić ze swojego kraju – dodał.
Czytaj też:
"Musiała być zgoda Kremla". Ekspert o uwolnieniu Andrzeja PoczobutaCzytaj też:
Andrzej Poczobut w szpitalu. Jest przy nim żona
