Przestrzeń powietrzna Iranu została ponownie otwarta chwilę przed godziną 22. czasu wschodniego, czyli o godz. 4. w Polsce. Niebo nad Iranem pozostawało zamknięte przez blisko pięć godzin. Decyzja w tej sprawie zapadła w związku z obawą przed możliwą interwencją Stanów Zjednoczonych. Agencja Reutera alarmowała w środę, że może ona nastąpić w ciągu 24 godzin.
Uderzenie USA a Iran odwołane? "Wstrzymano przygotowanie bombowców"
Z najnowszych doniesień mediów wynika, że przygotowania do uderzenia zostały wstrzymane. Nie oznacza to jednak, że nie dojdzie do niego wcale.
"Po tym, jak prezydent Trump powiedział, że Iran odwołał egzekucje demonstrantów i wstrzymał ich zabijanie, Pentagon był gotów zdecydować o powrocie żołnierzy USA do bazy al-Udeid w Katarze, częściowo ewakuowanej w związku z możliwością irańskiego kontruderzenia" – informuje "New York Times", powołując się na amerykańskich urzędników. Podobnie, jak podano, wstrzymano przygotowania bombowców w Stanach Zjednoczonych, które zostały postawione w stan podwyższonej gotowości na okoliczność przeprowadzenia drugiej fali uderzeń.
Według dziennika, jeśli amerykański przywódca zdecyduje się na atak, dojdzie do niego za co najmniej kilka dni. W artykule zwrócono jednak uwagę, że amerykańskie siły w regionie są obecnie mocno ograniczone. Wszystko przez to, że znaczna część okrętów i samolotów została przeniesiona w region Morza Karaibskiego.
Trump chce mieć pewność. Generałowie mają wątpliwości
O wątpliwościach dotyczących skuteczności możliwej interwencji donosi też NBC News. Stacja twierdzi, że Donald Trump chciałby, aby atak miał znaczenie decydujące i doprowadził do upadku reżimu w Teheranie. Dowódcy, jak podkreślono, nie potrafili jednak zagwarantować prezydentowi, że Republika Islamska rzeczywiście upadnie. Telewizja również zwraca uwagę na okrojone siły USA. Istnieje obawa, że przez to nie uda się zapewnić amerykańskim żołnierzom odpowiedniej ochrony przez możliwym odwetem Iranu.
"Taka dynamika może doprowadzić do tego, że Trump zatwierdzi bardziej ograniczoną ofensywę militarną USA w Iranie, przynajmniej początkowo, jednocześnie zastrzegając sobie możliwość eskalacji – jeśli zdecyduje się na jakiekolwiek działania militarne" – czytamy.
Gorąco na linii Teheran – Waszyngton
Od 28 grudnia w Iranie trwają burzliwe protesty przeciwko władzom Republiki Islamskiej. Niepokoje społeczne wybuchły po gwałtownym spadku wartości irańskiej waluty do rekordowo niskiego poziomu. Pogłębiło to trwający już kryzys ekonomiczny i wpłynęło na wzrost kosztów życia w gospodarce obciążonej sankcjami.
Protesty zaostrzyły się 8 stycznia. Tego samego dnia odcięty został dostęp do internetu oraz doszło do masowych blackoutów. We wtorek stacja CBS News podała, że liczba osób zabitych podczas manifestacji w Iranie może wynosić od 12 tys. do nawet 20 tys. Dokładna liczba zabitych pozostaje trudna do oszacowania.
Kilka dni temu prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przyznał, że nie wyklucza amerykańskiej interwencji wojskowej w Iranie. – Zginęli ludzie, którzy nie powinni byli zginąć. To przemoc. Nie wiem, czy ich przywódcy rządzą tylko przemocą, ale traktujemy to bardzo poważnie. Wojsko się temu przygląda, a my rozważamy kilka bardzo poważnych opcji. Podejmiemy decyzję – mówił reporterom na pokładzie Air Force One w niedzielę.
Rząd w Teheranie zwrócił się do innych krajów Bliskiego Wschodu z apelem o podjęcie działań, które "powstrzymają Stany Zjednoczone przed atakiem". Irański reżim ostrzegł także, że w wypadku amerykańskiego ataku uderzy w bazy USA w regionie.
Czytaj też:
Trump zabrał głos ws. Iranu. "Wiarygodne informacje"Czytaj też:
MSZ wydało pilny komunikat. "Natychmiast opuścić"Czytaj też:
"To sugeruje nieuchronny atak". USA wycofują część personelu z bazy w Katarze
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
